|
Wokó³ nas misie i serduszka, stoliki w restauracjach
zajête przez zapatrzone w siebie pary, kto¶ przemyka ulicami z ró¿±, inny
zagl±da z niepokojem do skrzynki pocztowej; „czy jestem dla kogo¶ atrakcyjny”? Atmosfera
wokó³ s³owa mi³o¶æ zagêszcza siê w
oczekiwaniach, wymaganiach, dr¿eniach rado¶ci i smutkach zawodu…
Koncepcja Berta Hellingera jest osnuta wokó³ mi³o¶ci.
Tej podstawowej, a zarazem potê¿nej z której powstaje ¿ycie, czyli mi³o¶ci
pomiêdzy kobiet± i mê¿czyzn±. Mi³o¶ci w rodzinie. Wreszcie wokó³ mi³o¶ci
obejmuj±cej szeroki widnokr±g, któr± Bert Hellinger nazwa³ mi³o¶ci± ducha.
Warto pos³uchaæ, przygl±dn±æ siê tym ujêciom mi³o¶ci.
Bert Hellinger obserwuj±c dynamikê ustawieñ opisa³
zasady rz±dz±ce mi³o¶ci, nazwa³ je porz±dkami
mi³o¶ci. Jakie¿ to tajemnicze zasady kieruj± naszym ¿yciem uczuciowym,
rodzinnym i partnerskim?
Po pierwsze s± one g³êboko ukryte i najczê¶ciej nie jeste¶my
ich ¶wiadomi. Porz±dek mi³o¶ci opisany przez Hellingera nie dotyczy regu³
zewnêtrznych, ale porz±dku i pouk³adania w naszym wnêtrzu. Po drugie zasady te
brzmi± nieco archaicznie. Po trzecie niezwykle skutecznie sprawdzaj± siê w
¿yciu.
Kiedy spotka³am siê z nimi pierwszy raz przyznam, ¿e
niektóre budzi³y moje w±tpliwo¶ci, a nawet oburzenie. Jednocze¶nie czu³am
w nich g³êbok± m±dro¶æ, nawet je¶li moje dotychczasowe przekonania i pogl±dy
sta³y w sprzeczno¶ci z tezami hellingerowskimi. Najpierw z dystansem
przygl±da³am siê, potem przesz³am przez liczne do¶wiadczenia osobiste z metod±
B. Hellingera. Dzi¶ mogê z pe³n± odpowiedzialno¶ci± powiedzieæ, ¿e z
do¶wiadczeñ tych wynik³o du¿o dobrego w moim ¿yciu.
Zachêcam do spokojnego kontaktu z my¶lami B. Hellingera;
przygl±daj siê, s³uchaj, analizuj, aby¶ móg³ wyrobiæ sobie w³asne zdanie. Nikt
uparcie trwaj±cy przy jedynie s³usznych przekonaniach nie zrobi kroku
naprzód…
Co konkretnie B. Hellinger mówi na temat mi³o¶ci
kobiety i mê¿czyzny?
O ch³opcu, który spotka³ dziewczynkê…
Mê¿czyzna spotyka kobietê, porywa ich wzajemna
fascynacja. Pocz±tek piêknej historii. Czy koniec te¿ przypomina bajkê, a oni
¿yj± d³ugo i szczê¶liwie? Niestety ostatnimi czasy z bajek realizuj± siê zwykle
tylko pierwsze akapity. Mija zauroczenie, marzenia pryskaj± jak bañki mydlane,
a ksiê¿niczka z ksiêciem pozostaj± rozczarowani, z pretensjami lub poczuciem
winy. „To znów nie ten, nie ta” – my¶limy rozchodz±c siê. Czekamy na kolejny
obiekt chwilowej adoracji. Taki scenariusz jest coraz czêstszy, szczególnie dla
pokolenia wspó³czesnych 20, 30-to latków. Co siê wydarzy³o w opisanej
historii? Otó¿ nie mê¿czyzna spotka³ kobietê, tylko ch³opiec spotka³
dziewczynkê. Spotka³o siê dwoje, którzy jeszcze nie dojrzeli to wspólnego tworzenia
zwi±zku. Mog± siê sob± jedynie zachwyciæ, a potem rozczarowaæ. Nie przechodz±
pomy¶lnie próby czasu.
Czego potrzebuje kobieta i mê¿czyzna, by mieli
szansê zbudowaæ dobr± relacjê mi³o¶ci?
Nie da s±siad ni s±siadka tego, co da ojciec i
matka…
W mi³o¶ci jest kilka magicznych s³ów, jedno – bodaj¿e
najistotniejsze – to szacunek. Kiedy mówiê „szanujê Ciê jako mê¿czyznê, szanujê
Ciê jako kobietê z wszystkim co Twoje” wówczas otwieram drzwi dla mi³o¶ci. Na
pozór proste i oczywiste. Niemniej budowanie szacunku wobec partnera to
potê¿ny proces nad którym zwykle pracujemy wiele lat.
Kiedy mo¿emy szanowaæ tego kogo kochamy?
Wówczas gdy sami szanujemy swoj± p³eæ oraz wszystko,
co jest nasze, czyli mówi±c szumnie - nasz los. Wed³ug Hellingera jest to
mo¿liwe tylko po warunkiem posiadania dobrego nastawiania i szacunku do naszych
rodziców. Niestety – na nic najwspanialsza partnerka o figurze modelki, na nic
macho o uroku Roberta Redforda, na trwa³± mi³o¶æ nie mamy szans, gdy bêdziemy z
niechêci± patrzeæ na w³asn± mamusiê i tatusia.
Na czym polega potê¿ny wp³yw naszego stosunku do
rodziców na tworzenie przez nas zwi±zków mi³osnych?
Pocz±tek ¿ycia zarówno ch³opca jak i dziewczynki
pozostaje pod wyra¼nym wp³ywem matki. Nawet wspó³cze¶nie, gdy role wychowawcze
ojca i matki czêsto siê „u¶redniaj±”; tatusiowie k±pi±, wyprowadzaj± na
spacerki, a mamy dzia³aj± w biznesie- nawet wówczas ta pierwsza, g³êboka
relacja z jedn± osob± – matk± – jest baz± kontaktu z lud¼mi na ca³e ¿ycie. W
¿yciu ch³opca nastêpuje moment, gdy powinien on wychodziæ spod wp³ywów matki i
przej¶æ pod skrzyd³a ojca. Je¶li tego nie uczyni – poniewa¿ ojciec jest
nieobecny lub matka jest niechêtna takiemu procesowi uwa¿aj±c ojca za
niew³a¶ciwego – wówczas ch³opak nie zbuduje swojej mêsko¶ci, pozostanie w
„orbicie” kobieco¶ci. Jak funkcjonuje taki mê¿czyzna? Na pierwszy rzut oka dla
wielu kobiet to idea³ – zwykle czu³y (do pewnego momentu…), wra¿liwy,
rozumiej±cy kobiety, wie jak zadowoliæ kobietê, wiêc sprawdzi siê jako
cudowny kochanek. Mê¿czyzna taki potrzebuje kobiety, podobnie jak ma³y ch³opiec
potrzebuje matki. Szuka wiêc kobiet sprawiaj±cych wra¿enie silnych, a takich w
dzisiejszych czasach nie brakuje. Potrzebuje kobiety, ale nie mo¿e jej
szanowaæ, z ca³± jej kobiec± odmienno¶ci±. On po prostu tej kobiecej
odmienno¶ci „nie czuje”, bo sam jest niejako kobiecy. Jednoczesne przyci±ganie
do kobiet idzie u niego w parze z chêci± ucieczki, bo intuicyjnie wie czym
grozi pozostanie „pod skrzyd³ami mamusi”. Problem w tym, ¿e nie wie, gdzie ma uciec,
w efekcie czêsto ucieka do kolejnej kochanki… Dawniej istnia³y rozmaite rytua³y
inicjacyjne u³atwiaj±ce mê¿czy¼nie ruch w kierunku tego, co mêskie. Dzi¶
pozostaje pos³uchanie Hellingera – by nauczyæ siê byæ mê¿czyzn± trzeba
psychicznie zbli¿yæ siê do w³asnego ojca, uznaæ, ¿e to „ok. facet” i czerpaæ z
niego pe³nymi gar¶ciami. Wed³ug Hellingera – mê¿czyzna tylko rezygnuj±c z tego,
co w nim kobiece mo¿e nawi±zaæ trwa³± relacjê z kobiet±. Przyjmuje on wówczas
kobietê jako dar i ma dla tego daru i dla kobiety szacunek.
A jak sprawa wygl±da z dziewczynkami?
Hellinger bliski jest Freudowi mówi±c, ¿e dziewczynki
pocz±tkowo podobnie jak ch³opcy s± w przestrzeni wp³ywu matki, jednocze¶nie odczuwaj±
fascynacjê mêsko¶ci±, któr± prezentuje ojciec. Je¿eli córka pozostanie pod
urokiem swojego ojca, wówczas bêdzie funkcjonowa³a jako „córeczka tatusia”,
dobrze bêdzie czu³a siê jako kochanka, ale nie jako kobieta. By staæ siê
kobiet±, dziewczyna musi ponownie zwróciæ siê ku swojej matce, niejako
„pochyliæ g³owê” przed matk± – wówczas bêdzie szanowa³a to co kobiece, a
jednocze¶nie bêdzie szuka³a mê¿czyzny jako swojego „dope³nienia”.
Po¿egnanie ksiêcia i ksiê¿niczki czyli zakochanie jest
¶lepe, mi³o¶æ ma otwarte oczy…
Paradoksalnie powrót kobiety do matki i mê¿czyzny do
ojca otwiera nam bramê do stania siê dojrza³ymi partnerami. By byæ dojrza³ym,
najpierw trzeba siê poczuæ dzieckiem. Niby to proste i banalne, ale ilu¿ z nas
czuje siê lepszymi od swoich rodziców? Ilu z nas pomiesza³y siê role i
zatracili¶my poczucie „kto w tym uk³adzie jest m±drzejszy i wiêkszy”? Ilu z nas
ci±gle mniej lub bardziej ¶wiadomie niesie dzieciêc± potrzebê by „uratowaæ”
swoich rodziców, bo na przyk³ad byli smutni lub chcieli odej¶æ? W ten sposób
równie¿ stawiamy siê ponad nimi, zamykamy siê na strumieñ p³yn±cy od
rodziców. „Rzeka nigdy nie p³ynie pod górê” mówi Hellinger. Rodzice daj±, a
dzieci bior±. Nieporz±dek wkrada siê, gdy dzieje siê na odwrót.
Dla uczestników warsztatów hellingerowskich
zaskakuj±c± ulg± jest powrót na dobre dla nich miejsce w rodzinie – poczucie
siê w pe³ni córk± swojej matki, i synem swojego ojca. Dopiero z takiego punktu
czuj±, ¿e mog± ruszyæ „na spotkanie mi³o¶ci”.
Co ciekawe - nie trzeba wówczas szukaæ ksiêcia i
ksiê¿niczki z bajki. „Tylko ty jedyny…” – s³ychaæ w romantycznych piosenkach i
wierszach. Z tym ¶piewem na ustach „mamisynkowie” i „córeczki tatusia”
nieustannie poszukuj± idea³ów, którzy wreszcie zaspokoiliby ich dzieciêce
marzenie o totalnym ukojeniu. Dojrzali kobieta i mê¿czyzna wiedz±, ¿e partner
nie musi byæ idealny. Nie jest po to, by spe³niaæ dzieciêce marzenia o arkadii.
Patrz± na partnera z wszystkimi jego zaletami, wadami i uwarunkowaniami. Gdy
wychodzi siê z postawy szacunku wobec tego, co w drugim cz³owieku inne, wówczas
okazuje siê ¿e tak naprawdê ka¿dy jest „wystarczaj±co dobry”…
Hellinger mówi o mi³o¶ci od pierwszego i drugiego
wejrzenia. Pierwsza jest fascynacj±, powrotem do uczucia dziecka znajduj±cego
pe³niê zaspokojenia przy piersi i u boku matki. Wszyscy zakochuj±c siê mylimy
obiekt naszych uczuæ z matk± – twierdzi Hellinger. Wierzymy, ¿e wreszcie
znalaz³ siê kto¶ kto nas uszczê¶liwi. Gdy ju¿ zorientujemy siê, ¿e to
niemo¿liwe… wówczas mamy szansê na mi³o¶æ od drugiego wejrzenia. Mo¿emy teraz
pokochaæ nie idea³, ale konkretnego cz³owieka. Ta mi³o¶æ mo¿e trwaæ i rozwijaæ
siê.
Równowaga w zwi±zku czyli balans na cienkiej linie…
Etap zakochania mamy ju¿ za sob±, nadal szukaj±c
odpowiedzi na pytanie „co czyni mi³o¶æ szczê¶liw±” dochodzimy do tematu
potrzebnej równowagi. W czym pomiêdzy mê¿czyzn± i kobiet± musi byæ zachowana
równowaga, by mogli stworzyæ udany zwi±zek?
Po pierwsze w dawaniu i braniu. By zwi±zek by³
udany muszê zarówno dawaæ jak i braæ. Ruch ten dotyczy rozmaitych sfer ¿ycia;
materialnej i emocjonalnej. Wyobra¼my sobie partnera inwestuj±cego w rozwój
swojej „drugiej po³owy” – na przyk³ad w postaci finansowania wykszta³cenia.
Je¿eli finansowany partner w jakiej¶ formie nie odda wspó³partnerowi w³o¿onego
w siebie nak³adu, wówczas bêdzie czu³ obci±¿enie tym co dosta³. Ten ciê¿ar mo¿e
byæ na tyle dotkliwy, ¿e obdarowany bêdzie chcia³ odej¶æ.
Inna sytuacja dotyczy oczekiwañ stoj±cych za
romantycznymi wyznaniami „bez ciebie nie mogê ¿yæ”, „je¶li odejdziesz, moje
¿ycie straci sens…”. Pocz±tkowo takie zdania mi³o ³echc± ego, z czasem staj±
siê obci±¿eniem nie do zniesienia. Bo któ¿ mo¿e drugiemu daæ sens ¿ycia? Jest
to zadanie dla rodziców ma³ego dziecka; to oni maj± daæ poczucie
bezpieczeñstwa, sensowno¶ci istnienia na ¶wiecie i nadziei. Oczekiwanie
zaspokojenia tych potrzeb w partnerstwie jest nieadekwatne. Partner, na którego
barki z³o¿y siê tak wiele, prawdopodobnie po jakim¶ czasie „odmówi
wspó³pracy”.
Podobnie równowaga potrzebna jest w ¿yciu seksualnym pary;
trudno jest utrzymaæ zwi±zek, w którym po¿±danie le¿y tylko lub g³ównie
po stronie jednego z partnerów. Musi on wówczas „prosiæ”, jest na s³abszej
pozycji, a drugi mo¿e go zawsze odrzuciæ nie ponosz±c ryzyka.
Dynamika dawania i brania dotyczy równie¿ wyrz±dzonych
krzywd. Je¿eli w partnerstwie doznali¶my jakiego¶ zranienia, na przyk³ad
partner nas zdradzi³, zrobi³ jakich¶ ruch wymierzony przeciwko nam, wówczas aby
przywróciæ spokój, my równie¿ powinni¶my wyrz±dziæ mu jaki¶ rodzaj krzywdy.
Wielu to oburza. A gdzie nadstawianie drugiego policzka? Gdzie wybaczanie?
Wed³ug Hellingera wybaczaj±c stawiam siê na pozycji „ponad” tym, któremu
„odpuszczam winy”. Jestem wówczas silniejszy i dominuj±cy, co czêsto tylko
wype³nia cyrkularn± dynamikê kata i ofiary. Tymczasem ka¿dy musi swoj±
odpowiedzialno¶æ ponie¶æ sam. Pro¶ba „wybacz mi” jest prób± „pój¶cia na
skróty”. Wybaczenie nic nie za³atwia, daje tylko pozory spokoju. To, co mo¿na
zrobiæ to powiedzieæ z g³êbi serca „przykro mi, ¿e tak siê sta³o”. I pozwoliæ,
¿eby partner równie¿ mia³ prawo do swojej „ma³ej zemsty” za doznane przykro¶ci.
Wówczas ma szansê nast±piæ równowaga.
Hellinger bardzo piêknie i prosto opisa³ dynamikê
dobrego dawania i brania w zwi±zku. Gdy otrzymujê co¶ dobrego, mogê oddaæ odrobinê
wiêcej i wówczas zwi±zek siê rozwija. Gdy spotyka mnie co¶ z³ego ze strony
partnera, dobrym wyj¶ciem jest oddaæ to z³e, ale w dawce mniejszej. Wówczas
dobro siê rozwija, z³o maleje, a szansa na udany zwi±zek znacznie ro¶nie.
Oprócz dawania i brania równowaga potrzebna jest te¿ w
innych obszarach. Na przyk³ad, gdy jeden z partnerów próbuje wychowywaæ
drugiego, czyli wchodzi w role w³a¶ciw± rodzicom – wówczas zaburza siê harmonia
w zwi±zku.
Równowaga potrzeba jest tak¿e w uznaniu wa¿no¶ci
rodzin, z których pochodz± partnerzy. Gdy w zwi±zku mówi siê „moja rodzina jest
lepsza”, bo bogatsza, m±drzejsza czy maj±ca jak±kolwiek inn± przewagê, wówczas
niszczy siê zwi±zek. Para musi po pierwsze uznaæ, ¿e obie rodziny pochodzenia –
jak±kolwiek trudn± czy pomieszan± historiê nios± - s± po prostu równie dobre.
Po drugie dostrzec wzorce i przekonania wyniesione z domów, a nastêpnie na tej
bazie w partnerstwie budowaæ w³asne modele. Czêsto to istna droga przez
ciernie; bo czy na wigiliê ma byæ barszcz, czy grzybowa? W koñcu gotujemy zupê
rybn± i w niej odnajdujemy w³asny przepis na szczê¶cie.
Wiê¼ czyli si³a alkowy.
„Nie mogê uwierzyæ, ¿e moja dawna mi³o¶æ ma takie
znaczenie…” mówi zadziwiony Jan patrz±c na ustawienie swojej rodziny. Przyszed³
na warsztaty z powodu k³opotów z dorastaj±c± córk±. Reprezentantka jego córki
ci±gle patrzy siê w kierunku reprezentantki pierwszej wielkiej mi³o¶ci Jana,
kobiety, z któr± ostatecznie siê rozsta³, a pó¼niej pozna³ swoj± ¿onê. Córka i
„pierwsza mi³o¶æ” s± ze sob± nie¶wiadomie zwi±zane. Dlatego córce tak trudno
jest odnale¼æ miejsce przy w³asnej matce, a w efekcie swoje miejsce w ¿yciu.
Sk±d taki zadziwiaj±cy obraz?
Hellinger w praktyce ustawieñ odkry³ znaczenie relacji
tworz±cej siê miedzy mê¿czyzn± i kobiet± gdy nastêpuje pomiêdzy nimi zbli¿enie
seksualne. Nazwa³ j± wiêzi±. W tym sensie ka¿dy akt seksualny jest „wi±¿±cy”,
ma on istotne znaczenie dla naszej duszy, a partner seksualny na trwa³e wpisuje
siê w nasze ¿ycie. Mo¿emy siê z nim rozstaæ, mo¿emy o nim zapomnieæ,
mo¿emy go nawet znienawidziæ, niemniej na g³êbokim poziomie zawsze pozostaniemy
zwi±zani. Ka¿da kolejna wiê¼ ma s³absz± si³ê, ta „która¶ z kolei” nigdy nie
bêdzie mia³a mocy pierwszej, co nie znaczy, ¿e mi³o¶æ w kolejnym zwi±zku nie
mo¿e byæ g³êbsza i dojrzalsza. Chodzi to o pewien rodzaj biologiczno- duchowego
powi±zania, które w swojej istocie przekracza nawet nasze zdolno¶ci
pojmowania.
St±d tak istotne jest zrobienie „porz±dku” w naszych
sercach z poprzednimi zwi±zkami.
W swoim ustawieniu Jan ze ³zami w oczach patrzy³ na
reprezentantkê Zofii, swojej pierwszej mi³o¶ci, potem powoli wypowiedzia³ s³owa
„szkoda, ¿e nam siê nie uda³o”, po chwili doda³ „biorê czê¶æ mojej
odpowiedzialno¶ci za to, ¿e nam nie wysz³o, twoj± pozostawiam przy tobie”.
Teraz móg³ popatrzeæ na reprezentantkê swojej aktualnej ¿ony, mia³ poczucie,
jakby zobaczy³ j± pierwszy raz w ¿yciu, jakby jej obraz wcze¶niej by³
przys³oniêty przez nie za³atwion± histori±. „Dziêkuje, ¿e czeka³a¶” powiedzia³
z mi³o¶ci± do ¿ony. Teraz wreszcie by³ w pe³ni obecny, a ich córka Karolina
mog³a znale¼æ dobre miejsce obok swoich rodziców.
Jab³ka pod jab³oni±.
Czy Karolina mia³aby szansê na udany zwi±zek, gdyby
jej ojciec nie zrobi³ „porz±dku” w swoich spawach sercowych. Prawdopodobnie
bêd±c g³êboko zwi±zan± z pierwsz± mi³o¶ci± ojca chêtnie wybiera³aby role
nieszczê¶liwych kochanek. Karolina gdzie¶ w g³êbi serca czu³a blisko¶æ z Zofi±,
choæ nigdy jej nie pozna³a, widzia³a tylko jakie¶ ukrywane na dnie albumu
zdjêcie, od babci us³ysza³a kilka informacji. Temat nale¿a³ do tabu. Takie
wi±¿± nas najbardziej.
Ustawienia pozwalaj± rozwik³aæ pogmatwane losy.
Pokazuj± czyje historie osób w rodzinie d¼wigamy i z kim jeste¶my nie¶wiadomie
zwi±zani; z dziadkiem, który zgin±³ na wojnie, z wcze¶nie zmar³ym dzieckiem lub
z cioci±, która jako ¯ydówka nigdy nie odnalaz³a swojego miejsca w rodzinie.
Ile osób, tyle historii. Jeste¶my dzieæmi naszych rodzin i ca³kowicie
nie¶wiadomie z mi³o¶ci do naszych najbli¿szych chcemy „ratowaæ” i „naprawiaæ”
to, co by³o trudne. Powtarza siê prawid³owo¶æ dotycz±ca „recepty na szczê¶cie”
- ¿yæ swoim ¿yciem i stworzyæ udany zwi±zek mo¿emy zajmuj±c przynale¿ne nam,
w³asne miejsce w rodzinie. By je uzyskaæ musimy po¿egnaæ siê w naszym sercu
z przodkami, przestaæ „d¼wigaæ ich los”, a tym samym mieæ dla nich
prawdziwy szacunek.
Wtedy mo¿emy ¿yæ „pe³ni± ¿ycia”. Wybór nale¿y do nas….
Agnieszka G±sierkiewicz
fragment artyku³u opublikowanego w cyklu trzech artyku³ów w
miesiêczniku SZAMAN, nr.11.2009, 12.2009, 01.2010
|