Menu główne
start
kalendarium
terapeuci
o ustawieniach
artykuły
inspiracje
do posłuchania
zaprzyjaźnione
Facebook





 

 
dla tych, których nawet wiosna nie cieszy... czyli o depresji

slimakwww.jpgWiększość z nas czuje radość widząc coraz częstsze promienie słońca, wybijające z ziemi zielone listki przypominające, że życie w przyrodzie jak co roku powraca. Czerpiemy z tych sygnałów energię, wystawiamy twarz do słońca, pozwalamy by wiosenny deszcz zmył to, co niepotrzebne, nabieramy wiatru w żagle i nowej nadziei. Są też tacy, którzy nie dostrzegają zielonej trawy, tylko brudy i śmieci wychodzace spod śniegu, perspektywa wiosennnej mobilizacji ich przeraża, a sił im raczej ubywa. Mówią wówczas, że to trudy przesilenia wiosennego. Gdy znajdzie się takie przyrodnicze wytłumaczenie łatwiej przyjąć i ogarnać to, co tak trudne do nazwania. Osobom cierpiącym na depresję trudno jest słowami wyrazić własny ból, a gdy próbują odnaleźć pocieszenie w literaturze fachowej spotykają wieżę Babel nie mniejszą niż w ich własnej duszy.

Jedno cierpienie, wiele języków.

Depresja nie ma jednoznacznej definicji,  jasnego wytłumaczenia, a tym bardziej klarownego przepisu na uzdrowienie. Szukając pomocy osoba z depresją może dowiedzieć się, że korzenie jej dolegliwości sięgają pierwszych miesięcy życia, u kolejnego  fachowca dowie się, że winne jest jej negatywne myślenie i przekonania, w innym miejscu usłyszy, że to kwestia identyfikacji z osobą z rodziny, która mała trudny los lub wewnętrzna trudność w relacji z matką, zaś pukając do drzwi następnego gabinetu dowie się, że stała się ofiarą ataku jakiegoś niespokojnego bytu lub przyczyna leży w jej zaburzonym polu astralnym, gdzieś usłyszy być może, że winny jest brak promieni słonecznych lub niewłaściwa dieta, a psychiatra powie jej, że to sprawa wadliwie funkcjonujących neuroprzekaźników.  Jedno jest pewne – osób cierpiących na depresję stale przybywa, doświadczył jej co dziesiąty z nas, a w statystykach dolegliwość ta jest na czwartym miejscu jako choroba powodująca inwalidztwo i śmierć.

 

Zróbmy możliwy porządek w depresyjnej wieży Babel. Nie łudźmy się, że znajdziemy jedyny słuszny opis, tak jak żaden z języków na świecie nie jest mniej lub bardziej adekwatny w stosunku do prawdy. Każdy język – czy to określonego narodu, czy też język terminologii określonej grupy społecznej – psychologów, psychiatrów, bioterapeutów, ezoteryków- opisuje pewien zakres doświadczeń. Każdy wnosi coś istotnego do całości. W moim przekonaniu nasza dojrzałość i mądrość polega na umiejętności otwarcia się na te rozmaite opisy i na poszukiwaniu wśród nich tego co w tym momencie dla nas najlepsze. Dopóty mamy postawę ciekawości – jak dziecko, które patrzy na rzeczywistość i radośnie się nią zadziwia, dopóty wewnętrznie żyjemy. Gdy stajemy się wyznawcami jedynie słusznej prawdy – coś w nas umiera, tak jak radość w osobie przeżywającej depresję.

 Proponuję spojrzenie z dwóch punktów widzenia, dwa opisy rzeczywistości osoby cierpiącej na depresję. Jeden – klasyczny psychologiczny, mający korzenie w psychoanalizie. Drugi – powstały w ramach stworzonej w ostatnich latach koncepcji ustawień hellingerowskich.

 

Co wie psycholog?

Wyobraźmy sobie, że do psychologa, klasycznego psychoterapeuty przychodzi osoba przeżywająca silny smutek, brak chęci do życia, ogólne poczucie bezsensu, źle śpi, lub przeciwnie jest ciągle senna, przeraża ją perspektywa kolejnego rozpoczętego o czwartej nad ranem dnia, nie ma apetytu lub odwrotnie -  objada się nadmiernie. Co zrobi psychoterapeuta? Po pierwsze dokona rozróżnienia jaki charakter oraz jaką głębokość ma depresja. W klasycznej psychologii podstawowe rozróżnienie dotyczy faktu, czy depresja pojawiła się po jakimś trudnym dla nas wydarzeniu czy też nie ma jasnej, zewnętrznej przyczyny.

O tej pierwszej mówi się, że jest to depresja reaktywna – czyli powstała w reakcji na coś, co nas spotkało, na jakąś realną utratę. Na przykład zmarł ktoś bliski, straciliśmy pracę, rozwiedliśmy się lub straciliśmy dobre zdanie na własny temat, bo na przykład spowodowaliśmy wypadek samochodowy. Smutek, żal, poczucie winy jest wówczas naturalną reakcją, w przypadku żałoby po śmierci ważnej osoby – wręcz fizjologiczną i nieuniknioną.

Dla psychologa w ocenie sytuacji ważny jest wątek czasowy – jak długo ten stan trwa. Jeżeli ktoś przeżywa żałobę przez kilka lat, a po utracie pracy przez wiele miesięcy ma poczucie własnej nieudolności i beznadziejności – znaczy to, że naturalny smutek przeszedł w stan chorobowy i można już mówić o depresji.

Druga kategoria depresji – to pojawienie się opisanych wyżej objawów bez wyraźnej przyczyny. Widząc osobę w żałobie, po traumatycznym wydarzeniu  mamy wyrozumiałość na jej rozmaite reakcje,  natomiast trudno nam zrozumieć kogoś kto „zapadł się w czarną dziurę” bez żadnej konkretnej przyczyny.  Chcemy wtedy mówić; nie przesadzaj, popatrz pozytywnie, weź się w garść, a bezskuteczność naszych porad złości nas i powoduje bezradność. Psychoterapeuta widząc osobę w takim stanie powie o depresji endogennej. Może ona mieć postać pozostawania w ciągłym smutku i obniżonym nastroju – nazywa się ją wówczas depresją jednobiegunową, lub mieć postać naprzemiennie występujących okresów smutku z okresami funkcjonowania „na podwyższonych obrotach”, z poczuciem wszechmocy, niekiedy aż do utraty kontaktu z rzeczywistością  - mówimy wówczas o depresji dwubiegunowej, tak zwanej chorobie maniakalno – depresyjnej. Według psychoanalityków podwyższony nastrój i rodzaj „nakręcenia” służy obronie przed smutkiem, który w depresji jest przerażający.

Osoba doświadczająca depresji endogennej, często głębszej i bardziej zagrażającej niż depresja reaktywna, również doznaje utraty. Nie jest to jednak realna utrata małżonka, rodzica czy pracy, ale utrata tak zwanego wewnętrznego obiektu, pewnego wyobrażenia. By zrozumieć ten zadziwiający mechanizm trzeba pokrótce opisać proces powstawania w nas wewnętrznych obiektów.

 

Korzenie depresji w pierwszych miesiącach życia.

Według psychoanalityków w pierwszych tygodniach naszego życia stanowimy razem z naszą matką jedność psychiczną, nie mamy poczucia własnej odrębności, ani też nie postrzegamy  matki i innych osób jako osobnych istot. „Ja i ty  - jedno jesteśmy”; powiedziałoby do mamy nowo narodzone dziecko, gdyby mówić umiało… odnajdujemy w sobie to pierwotne poczucie jedności, fachowo nazwane symbiozą, gdy jako dorośli bez pamięci zakochujemy się w naszym ideale… Tymczasem zadaniem dziecka w ciągu pierwszych miesięcy życia jest stworzenie poczucia własnej odrębności, własnego subiektywnego „ja”, granic siebie oraz jako odrębnego - obiektu matki – czyli wewnętrznego wyobrażenia matki. Chodzi tu o przyjazne wyobrażenie matki, które pozwala dziecku spokojnie przeżyć, gdy mama oddala się od niego, ponieważ ono może sobie mamę wyobrazić i mając jej obraz w sobie wie, że mama za chwilę wróci. Gdy dziecku się nie uda stworzyć dobrego wewnętrznego obiektu – wówczas fizycznie znikająca mama, na przykład wychodząca do innego pokoju, w przeżyciu dziecka znika totalnie budząc głęboki, pierwotny lęk przed utratą.

Proces tworzenia dobrego, odrębnego od dziecka obiektu zachodzi intensywnie gdy dziecko ma 6-9 miesięcy, w okresie, który psychoanalitycy określają depresyjną fazą rozwoju. Gdy dziecko przeżyje ten czas w sprzyjających okolicznościach wówczas rozwija się pomyślnie i później w dorosłym życiu napotykając trudne sytuacje radzi sobie z nimi. Natomiast osoba, która wskutek mniej sprzyjających okoliczności nie stworzyła w niemowlęctwie dobrego wyobrażenia matki (obiektu) będzie miała tendencję do depresyjnego reagowania w każdej sytuacji utraty.

Psychoanalitycy zwracają uwagę, że koniec urlopu macierzyńskiego przypada na fazę depresyjną w życiu dziecka, ten okres, gdy dla dziecka bardzo ważne jest by matka była obecna. Dobrze, jeśli zastąpi ją osoba przyjazna, kochająca dziecko babcia czy opiekunka, natomiast gdy w tym czasie dziecko otacza wroga atmosfera, gdy matka ze względu na własne trudności nie jest w stanie dać dziecku oparcia, gdy zajdą jakieś niesprzyjające okoliczności społeczno- historyczne chwiejące poczuciem bezpieczeństwa (na przykład stan zagrożenia czy wojny),  wówczas istnieje duże prawdopodobieństwo, że dziecko wytworzy negatywne obiekty wewnętrzne, czyli negatywne wyobrażenia na temat innych oraz również samego siebie. W dorosłości taką osobę wręcz zalewają negatywne obrazy, dosłownie nie ma na czym w sobie się oprzeć. Zareaguje prawdopodobnie  silną depresją  na trudne zdarzenia losowe, depresja może również powstać u takiej osoby bez wyraźnej zewnętrznej przyczyny, ponieważ działa tu realność świata wewnętrznego i znajdujących się tam negatywnych obiektów.

Smutek i wrogość – dwa oblicza depresji.

Wewnętrzny świat osoby depresyjnej jest wrogi i zwykle dużo wrogości depresyjna osoba taka kieruje we własną stronę, stąd charakterystyczne w depresji samooskarżanie, potępianie samego siebie. Duża  ilość wrogości  jest też odczuwana przez tych, którzy towarzyszą ludziom chorym na depresję. Gdy opiekujemy się depresyjną osobą czujemy często rozdarcie wewnętrzne; z jednej strony patrząc na jej cierpienie odczuwamy współczucie, a jednocześnie możemy przeżywać silną, nawet zalewającą nas wrogość i złość. Złość częściowo wynika z naszej bezradności, ale też niejako przejmujemy ją od osoby depresyjnej, będąc z nią w relacji wchodzimy także w relację z jej negatywnymi, wrogimi obiektami wewnętrznymi, czasem stajemy się jednym z takich obiektów prześladowczych. Dobrze jest znać ten mechanizm, mieć jego świadomość, by nie dać się do reszty pochwycić negatywnym emocjom i zachować przewagę współczucia nad wrogością. Gdy nam się to uda, ma to też uzdrawiającą siłę dla osoby depresyjnej. Na tym między innymi polega terapia psychoanalityczna.

Warto jednak pamiętać, o swoich granicach możliwego pomagania i o tym, że impuls do zmiany może tylko i wyłącznie wyjść od samej osoby cierpiącej. Gdy chcemy kogoś na siłę, wbrew niemu wyciągnąć z depresji, pozostajemy w dziecięcej iluzji. Nikt nie może nieść losu drugiej osoby, nic temu losowi ani dodać, ani ująć…

Psychoanaliza pomaga nam zrozumieć mechanizm depresji, nie jest jednak łatwym narzędziem zmiany. Trwa długo, potrzebne są regularne spotkania  z terapeutą przez wiele miesięcy, kosztuje to wiele zarówno wysiłku jak i finansów, a efektywność jest rozmaita.

 

Ustawienia hellingerowskie  - gdy depresja pochodzi z energii w rodzinie.

  Metodą, która daje szybszą możliwość zmiany są stworzone przez Berta Hellingera ustawienia hellingerowskie. Psychoanaliza dotyka tego co nieuświadomione w psychice konkretnej osoby, natomiast ustawienia zajmują się zarówno przestrzenią wewnętrzną osoby, jak i pewną nieuświadomioną energią działającą w jej rodzinie. Doświadczenie pracy z osobami depresyjnymi za pomocą ustawień hellingerowskich pokazuje, że przyczyny depresji mogą leżeć – podobnie jak sugerują psychoanalitycy – w relacji z matką, ale też mogą być związane z nieświadomym połączeniem z kimś z naszej rodziny, kto miał ciężki los, na przykład wcześnie zmarł, chorował lub z jakiegoś względu został odrzucony przez rodzinę. Gdy ten temat jest w rodzinie zamknięty, nieujawniony wówczas kolejni członkowie rodziny, kolejne dzieci na swój sposób powtarzają ten ciężki los, kontynuują go zupełnie nieświadomie. Pewna energia w rodzinie pozostaje bowiem niezaspokojona, a lojalne i kochające dzieci mają nieświadomą nadzieję, że same cierpiąc – ulżą innym. Robią to na przykład poprzez wieloletnią, już jako osoby dorosłe depresję. Często nie jest łatwo opuścić to miejsce cierpienia, lojalność jest tak ogromna, że wyzdrowienie i radość z życia byłyby przeżywane jako zdrada. Jeżeli jednak osoba depresyjna uzna, że cierpienia wystarczy… wówczas ustawienia są niezwykle pomocną metodą. Służą temu aby z szacunkiem pozostawić nie nasze odczucia w ich właściwym miejscu, a samemu powrócić do własnej radości życia.  Pomocny jest tu doświadczony terapeuta. Pewne kroki można jednak zrobić samemu. Jeżeli towarzyszy ci stan depresyjny możesz wykonać następujące ćwiczenie wizualizacyjne:

Znajdź spokojne miejsce,

możesz przymknąć oczy lub mieć je lekko uchylone,

tak byś czuł się maksymalnie bezpiecznie,

popatrz wewnętrzne na swoją depresję,

rozpoznaj gdzie w tobie, w którym miejscu twojego ciała

czujesz depresję,

niektórzy czują ją w sercu, albo w brzuchu, albo w gardle,

a może w jakimś zupełnie innym miejscu…

powiedz jej …„TAK” – możesz tu być,

możesz tu mieć swoje dobre miejsce,

przecież dajesz jej ciągle to miejsce, a jednocześnie chcesz się jej pozbyć…

teraz się zgódź…

i zobacz co się w tobie dzieje, gdy się zgadzasz.

I gdy pozostaniesz w kontakcie ze swoimi odczuciami,

popatrz jaką twarz ma twoja depresja,

czy ma twarz kobiety… czy mężczyzny… a może dziecka….?

Gdy dostrzeżesz i poczujesz tą osobę,

powiedz jej wewnętrznie:

„patrzę na ciebie,

dla mnie ty tu należysz…”

Pozostań chwilę w kontakcie z nią,

tak jak długo czujesz, że jest to stosowne, 

a potem wewnętrznie  pokłoń się przed tą osobą,

z szacunkiem,

i wewnętrznie się wycofaj,

odwróć się i popatrz w innym kierunku…,

w swoim kierunku….”

                 

                                                                                                            Agnieszka Gąsierkiewicz

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2017 Ustawienia Hellingerowskie
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.
Opieka: crazyIT - strony internetowe Bydgoszcz