[…] W ten sposób śmierć zabiera nas
z powrotem do praźródła, z którego życie wypływa i do którego powraca.
Praźródło trwa dla nas tak długo,
jak długo żyjemy. W nim ma ostoję wszystko, co jest dla nas w życiu
możliwe
ico się w naszym życiu dzieje, a co
potem przemija. Kto na powrót zanurza się w praźródle, ten niczego nie
może stracić.
Kto żyje dłużej niż inni, ten nie odnosi większej korzyści. Tak więc
ten, kto
żyje zakorzeniony jest w praźródle, jest jednią z początkiem i z końcem.
Tworzy
tę jednię z tymi, którzy byli, z tymi, którzy są, i z tymi, którzy
przyjdą. Rzeczy
minione i przyszłe skupiają się w jego życiu, tak jak spoczywają i
trwają
skupione w praźródle.
Praźródło jako
początek i koniec
zmusza tych, którzy swoje życie uważają za jedyne i najwyższe, by
przypomnieli
sobie o swoich granicach. Za pomocą losu lub choroby pokazuje te
granice,
nakłania nas do zastanowienia się nad praźródłem i tym, co naprawdę
trwałe.
Wtedy też, nie
wywołując w nas
strachu, pojawia się w polu naszego widzenia śmierć. Nie patrzymy bowiem
na
nią, lecz na praźródło, któremu ona służy. Życie i śmierć są wówczas
jednym,
gdyż w obu jesteśmy w takim samym stopniu w harmonii z tym, co
pozostaje.
Dlatego życie w
obliczu śmierci
jest życiem w obliczu rozstania. Jednak rozstanie nie jest stratą, lecz
antycypacją nadchodzącej pełni. I warunkiem zaistnienia przyszłości.
Moglibyśmy
też powiedzieć, że życie prowadzi nas z powrotem do śmierci. Wszystko
jest
tutaj tym samym.
To rozstanie udaje się
wtedy, gdy
całość – życie i śmierć, przychodzenie i odchodzenie, przemijanie i
trwanie –
będzie jak hymn pochwalny.
Bert Hellinger ,
„ODCHODZIMY
SPEŁNIENI, o miłości i śmierci”
Tłum. Zenon Mazurczak
Wyd. Czarna Owca 2009 ,
str. 145
- 146
ŻYCIE, CIERPIENIE, ŚMIERĆ
Poniżej myśli Berta Hellingera wybrane i tłumaczone przez Annę
Choińską tłumaczkę B. Hellingera oraz innych niemieckojęzycznych
terapeutów hellingerowskich.
Życie
i cierpienienależą do siebie, tak jak życie i śmierć. Są
nierozłączne. W cierpieniu spotykamy śmierć w tu i teraz. Tak jak
rozkwitanie i
więdnięcie, tak samo cierpienie składa się na spełnione życie.
Życie rozwija się powoli w obliczu
śmierci, a śmierć, mimo że bez ustanku jest blisko, ustępuje miejsca
życiu,
gdyż mu służy. Tak samo też jest z cierpieniem. Zagraża nam, pochwyca
nas i ustępuje.
Pokonujemy je, a co zadziwiające, wyłaniamy się z niego silniejsi do
życia.
Cierpienie
powoduje, że
stajemy się uważniejsi, ostrożniejsi, dobrotliwi i bardziej ludzcy
względem
innych. Budzi w nas też szczególną siłę, zarówno fizyczną, jak i
duchową.Przynosi za sobą wiedzę i wglądy.
Niektórzy
trzymają się
cierpienia z całych sił. Wtedy staje się ono jak odmowa życia. Jak
modlitwa bez
własnego działania. Takie cierpienie przeistacza się we wroga życia.
Zamiast
nieść za sobą dojrzewanie i wzrost,każe
się nam kurczyć i maleć.
Cierpienie
w służbie życiu
wymaga, abyśmy stawili mu czoła, pokonali je i wzmocnieni zwrócili się
ku
życiu.
Cierpienie
przynosi
opamiętanie. Na przykład wtedy kiedy się zagalopowaliśmy, a nasza wola i
nasze
działania doszły do swojej granicy. Czasami nie pokazuje się namnatychmiast,
ale dopiero wtedy kiedy tak
daleko zabrnęliśmy poza te granice, iż jedyne co nam pozostaje, to dać
się
pokonać.