Przesilenie wiosenno-letnie od wieków podgrzewało
krew ku miłości. Noc kupalna rozpalona do czerwoności ogniskami,
rozbrzmiewająca muzyką, pełna śpiewu, pisku umykających panien, zabaw do rana,
spojrzeń nawzajem namiętnych, ale i pełnych niepokoju, gdzie tym razem popłynie
wianek… Czerwiec pełen miłości.
I choć teraz
zamiast wianków na wodę, wrzuca się informacje na czaty towarzyskie, energia
pozostała ta sama. Życie odnajduje się w każdym rytuale…
Miłość ma
swój rytm żywiołów; płonie, osadza się i utwierdza, płynie jak rzeka, niekiedy
ulatuje lub przenika daleko – jak powietrze…
Często
przychodzą do mnie klienci zadający sobie pytanie „co dalej z moim związkiem”.
Tacy, dla których w związku jest za mało, żeby szczęśliwie być razem, a za
dużo, żeby się rozstać. Mają wspólną z partnerem historię, łączy ich wiele
dobrego, zwykle też trudne wspólne przeżycia, mają dzieci, brakuje im tylko …
sami nie wiedzą czego. Czasem dlatego, że trudno popatrzeć wyraźnie i
uznać to, co w związku bolało, niekiedy trudno uznać zmiany płynące z wiekiem,
czasem wydaje się, że to tylko ogień zgasł, a to co się tli bardziej męczy niż
buduje…
Każda
historia jest jedyna w swoim rodzaju i każda ma swoje możliwe rozwiązania.
Niemniej są pewne wskazówki pomocne nader często.
Jedną z nich
jest powrót do nocy kupalnej naszego związku… jak to było kiedy ta
kobieta mnie porwała, ten mężczyzna mnie zafascynował…?
Przywołanie
takiego obrazu, poczucie go w ciele, usłyszenie tamtych dźwięków i słów; dla
wielu związków ten rodzaj pamięci jest odżywczym eliksirem. To jeden z cennych
powrotów do źródeł.
poniżej
medytacja Bera Hellingera dotyczacą partnera: