O:ustawienia-jakie niebezpieczenstwa? - 2010/01/26 06:56
Ruch faktycznie na forum wątły… wprost proporcjonalnie do zainteresowania samymi ustawieniami, bo to jak obserwuję znacznie wzrasta. Może energia mówienia przeradza się bardziej w energię doświadczania… Żeby całkiem nie zamilknąć – odpowiem w kilku słowach w kwestiach dotyczących metody hellingerowskiej. Doświadczeń osobistych, tak jak gustów się nie komentuje… szczególnie, gdy nie byłam ich współuczestnikiem. Po raz kolejny pojawia się w tle pytanie „czy ustawienia są psychoterapią”. Wprost to pytanie nie pada, ale Mika zadaje pytania o kompetencje psychoterapeuty, porównuje ustawienia ze znanym sobie pewnie z innych doświadczeń procesem psychoterapeutycznym. Oczywista – odpowiedź będzie zależna od tego jak zdefiniujemy psychoterapię. Nie będę się wdawać w rozważania, wypowiem swoje zdanie osobiste. Ustawienia mogą być psychoterapią, ale nie muszą. Są klienci, korzystający z tej formy terapii w dłuższym zakresie czasowym, niektórzy łączą ustawienia dokonywane na warsztatach z pracą indywidualną opartą o metodę Hellingera. Wśród moich klientów są osoby dla których ustawienia są metodą psychoterapeutyczną; osoby te są w określonym procesie terapeutycznym, często umawiają się na kilka w miarę regularnych spotkań indywidualnych. Zawsze jednak decyzja o kolejnym spotkaniu pozostaje w rękach klienta. Ja osobiście pracując tą metodą w wyjątkowych sytuacjach umawiam się z góry na kilka spotkań. Najczęściej w terapii uruchamiamy jakiś proces rozwojowy i klient obserwując siebie podejmuje decyzję o potrzebie kolejnego spotkania. Tak więc klient ma możliwość kontaktu z terapeutą, ale nie zawieramy klasycznego kontraktu psychoterapeutycznego. Natomiast najczęściej spotkanie w ramach metody hellingerowskiej (zarówno grupowe jak i indywidualne) ma charakter istotnego kroku w rozwoju, jest wydarzeniem jednorazowym, często klienci wracają po pewnym czasie z jakimś innym tematem lub z kontynuacją wcześniej rozpoczętego ale już na innym poziomie. Tak więc dla mnie ustawienia są metodą samorozwojową, kojarzą mi się - że pozwolę sobie na metaforę - z powiewem wiatru w skrzydła, z wprowadzeniem ruchu w to co zastane, z dostrzeżeniem tego, co nie było widoczne. Tylko tyle i aż tyle. Temat odpowiedzialności terapeuty za to co jest dostrzeżone i za reakcje klienta – zostawiam póki co na boku, to sprawa równie istotna co złożona, teraz nie chcę się wgłębiać, zrobię to w innym miejscu. Mika postawiła zarzut o „fatalizm ustawień” i tezę, że w ramach ujęcia hellingerowskiego „system nami rządzi”. Dla mnie to pytanie ma charakter bardziej egzystencjalny niż dotyczący samych ustawień. Jest podobne do pytania o wolną wolę. Według mnie nie istnieje tu alternatywa (rządzi system lub ja) tylko koniunkcja ( zarówno jedno jak i drugie). Oczywiście - ja podejmuję moje wybory, ja ponoszę za nie odpowiedzialność. Niemniej mam pewne uwarunkowania, niekiedy moje ruchy zanurzone są wyraźnie w czymś ode mnie większym i wtedy może być ciężko. Ustawienia pozwalają to rozpoznać. Po to, by właśnie żyć swoim losem, a nie losem na przykład innego członka rodziny. Jednocześnie dają dobrą wewnętrzną łączność z korzeniami rodzinnymi, tak by żyć „tak jak nasi przodkowie, ale na swój sposób…” Wtedy nie trzeba z niczym walczyć, czuć się bezbronnym lub „bronnym”. Po prostu żyje się. pozdrawiam serdecznie, Agnieszka
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
|