start arrow artyku³y arrow Mi³o¶æ swe zasady ma, czyli o hellingerowskich porz±dkach mi³o¶ci.  
 
Menu g³ówne
start
kalendarium
terapeuci
o ustawieniach
artyku³y
inspiracje
do pos³uchania
zaprzyja¼nione
forum
Logowanie





 

 
Mi³o¶æ swe zasady ma, czyli o hellingerowskich porz±dkach mi³o¶ci.
rece z sercem.jpg

 Mi³o¶æ i porz±dek – wrogowie czy przyjaciele?

 Mi³o¶æ i porz±dek – czy¿ te dwa pojêcia nie brzmi± razem jak ogieñ i woda? Mi³o¶æ to poryw serca, fala uczuæ, ¿ywio³ i energia. Porz±dek kojarzy siê z zasadami, pouk³adaniem  i such± sztywno¶ci±. Porz±dek mo¿na mieæ i owszem , ale w szafie. A mi³o¶ci w szafie siê nie zamknie. W mi³o¶ci nie ma nic gorszego jak byæ „porz±dnisi±”.

Znamy z historii i opowie¶ci babæ czasy, gdy mi³o¶æ by³a uporz±dkowana, zaplanowana i wiadomo by³o  - zwi±zek ma byæ sensowny. ¯eni³o siê morgi z morgami, krew b³êkitn± z krwi± w tym samym odcieniu.  Pary z „porz±dnych” zwi±zków spogl±daj± na nas z fotografii w kolorze sepii. My jeste¶my potomkami, lub sami nale¿ymy do kolejnego pokolenia – do dzieci kwiatów. Nurt ten szczególnie wyra¼nie zaistnia³ w mentalno¶ci mieszkañców Europy zachodniej, niemniej has³a „wolno¶æ, mi³o¶æ i jedno¶æ wszystkich ludzi” równie¿ u nas zakrólowa³y nad konserwatywnymi zasadami rz±dz±cymi zwi±zkami damsko-mêskimi.

Jak maj± siê Ci, którzy w latach 60-tych ubrani w dzwony i kwiaciaste koszule g³osili, ¿e tylko wolna mi³o¶æ uratuje ¶wiat? Dzisiaj chodz± w dobrze skrojonych garniturach i garsonkach, elegancko twierdz±, ¿e ze swoimi by³ymi ¿onami i mê¿ami s± na jak najbardziej przyjacielskiej stopie, z kolejnymi partnerami wychowuj± dzieci „moje, twoje oraz nasze”, próbuj± siê odnale¼æ w swoich patchworkowych uk³adach osobistych, chc± jak najlepiej, a okazuje siê, ¿e ci±gle rani± siê nawzajem. W sercu maj± pomieszanie lub pustkê.  Czy wolna mi³o¶æ ich uratowa³a?

 

Czego potrzebuje mi³o¶æ by byæ szczê¶liw±?

Jedno jest pewne - na nic jej ideologia i jedynie s³uszne prawdy. Jakikolwiek bêdzie sztandar; pe³en sztywnych zasad czy g³osz±cy wolno¶æ – mi³o¶æ pod ka¿dym usycha.  Wszelka skrajno¶æ j± niszczy. By mi³o¶æ mia³a siê dobrze, potrzebuje podobnie jak cz³owiek spojrzenia z kilku stron. Potrzebuje czuæ siê wyj±tkowa i jedyna w swoim rodzaju, a jednocze¶nie dobrze robi jej uznanie pewnych prawid³owo¶ci daj±cych si³ê.   

Czy z takiego w³a¶nie patrzenia na mi³o¶æ i na cz³owieka p³ynie zadziwiaj±ca na ¶wiecie popularno¶æ koncepcji Berta Hellingera? Poznajmy i sami oceñmy hellingerowskie porz±dki mi³o¶ci. 

 

Poszukiwania by³ego ksiêdza czyli Bert Hellinger na tropie szczê¶liwej mi³o¶ci.

 

Jaki rodzaj porz±dku mówi Bert Hellinger? Czy to aby nie kolejna ideologia, tym razem  wymy¶lona przez niemieckiego terapeutê, by³ego ksiêdza. Dziwaczny i nie¿yciowy efekt jego w³asnych uwarunkowañ, przekonañ i do¶wiadczeñ. Argumenty takie padaj± ze strony krytyków B. Hellingera.

Bert Hellinger – postaæ niew±tpliwie charyzmatyczna i patriarchalna – swojej koncepcji nie stworzy³ dumaj±c na fotelu przy biurku. Opar³ j± o obserwacje efektów w³asnych do¶wiadczeñ podczas pracy jako terapeuta. Hellinger rozwin±³ technikê terapeutyczn± nazwan± ustawieniami. Jest to grupowa metoda pracy, w której uczestnicy niejako wcielaj± siê w cz³onków otoczenia klienta, by z pomoc± terapeuty wprowadziæ harmoniê pomiêdzy osobami w danej rodzinie. Hellinger patrzy³ na to, co dobrze dzia³a w ustawieniach, co przynosi ulgê i pomaga klientom lepiej ¿yæ. Obserwowa³ osoby w ustawieniach, ich reakcje, szuka³ tego, co daje spokój w rodzinie czy w parze. To co znalaz³ opisa³ jako porz±dki mi³o¶ci. Jego my¶li s± zapisem tego, co podczas ustawieñ powtarza³o siê w historiach wielu osób i co przynios³o dobry efekt.

 

Jakie¿ to tajemnicze zasady kieruj± naszym ¿yciem uczuciowym, rodzinnym i partnerskim?

Po pierwsze s± one g³êboko ukryte i najczê¶ciej nie jeste¶my ich ¶wiadomi. Porz±dek mi³o¶ci opisany przez Hellingera nie dotyczy regu³ zewnêtrznych, ale porz±dku i pouk³adania w naszym wnêtrzu. Po drugie zasady te brzmi± nieco archaicznie. Po trzecie niezwykle skutecznie sprawdzaj± siê w ¿yciu.

Kiedy spotka³am siê z nimi pierwszy raz przyznam, ¿e niektóre budzi³y moje w±tpliwo¶ci, a  nawet oburzenie. Jednocze¶nie czu³am w nich g³êbok± m±dro¶æ, nawet je¶li moje dotychczasowe przekonania i pogl±dy sta³y w sprzeczno¶ci z tezami hellingerowskimi. Najpierw z dystansem przygl±da³am siê, potem przesz³am przez liczne do¶wiadczenia osobiste z metod± B. Hellingera. Dzi¶ mogê z pe³n± odpowiedzialno¶ci± powiedzieæ, ¿e z do¶wiadczeñ tych wynik³o du¿o dobrego w moim ¿yciu.   

Zachêcam do spokojnego kontaktu z my¶lami B. Hellingera; przygl±daj siê, s³uchaj, analizuj, aby¶ móg³ wyrobiæ sobie w³asne zdanie. Nikt uparcie trwaj±cy przy jedynie s³usznych przekonaniach nie zrobi kroku naprzód…  

Co konkretnie B. Hellinger mówi na temat mi³o¶ci kobiety i mê¿czyzny? 

 

O ch³opcu, który spotka³ dziewczynkê…

Mê¿czyzna spotyka kobietê, porywa ich wzajemna fascynacja. Pocz±tek piêknej historii. Czy koniec te¿ przypomina bajkê, a oni ¿yj± d³ugo i szczê¶liwie? Niestety ostatnimi czasy z bajek realizuj± siê zwykle tylko pierwsze akapity. Mija zauroczenie, marzenia pryskaj± jak bañki mydlane, a ksiê¿niczka z ksiêciem pozostaj± rozczarowani, z pretensjami lub poczuciem winy. „To znów nie ten, nie ta” – my¶limy rozchodz±c siê. Czekamy na kolejny obiekt chwilowej adoracji. Taki scenariusz jest coraz czêstszy, szczególnie dla pokolenia wspó³czesnych 20, 30-to latków.  Co siê wydarzy³o w opisanej historii? Otó¿ nie mê¿czyzna spotka³ kobietê, tylko  ch³opiec spotka³ dziewczynkê. Spotka³o siê dwoje, którzy jeszcze nie dojrzeli to wspólnego tworzenia zwi±zku. Mog± siê sob± jedynie zachwyciæ, a potem rozczarowaæ. Nie przechodz± pomy¶lnie próby czasu.

 

Czego potrzebuje kobieta  i mê¿czyzna, by mieli szansê zbudowaæ dobr± relacjê mi³o¶ci?

 

Nie da s±siad ni s±siadka tego, co da ojciec i  matka…

 

W mi³o¶ci jest kilka magicznych s³ów, jedno – bodaj¿e najistotniejsze – to szacunek. Kiedy mówiê „szanujê Ciê jako mê¿czyznê, szanujê Ciê jako kobietê z wszystkim co Twoje” wówczas otwieram drzwi dla mi³o¶ci. Na pozór proste i oczywiste. Niemniej budowanie  szacunku wobec partnera to potê¿ny proces nad którym zwykle pracujemy wiele lat.

Kiedy mo¿emy szanowaæ tego kogo kochamy?

Wówczas gdy sami szanujemy swoj± p³eæ oraz wszystko, co jest nasze, czyli mówi±c szumnie - nasz los. Wed³ug Hellingera jest to mo¿liwe tylko po warunkiem posiadania dobrego nastawiania i szacunku do naszych rodziców. Niestety – na nic najwspanialsza partnerka o figurze modelki, na nic macho o uroku Roberta Redforda, na trwa³± mi³o¶æ nie mamy szans, gdy bêdziemy z niechêci± patrzeæ na w³asn± mamusiê i tatusia.

Na czym polega potê¿ny wp³yw naszego stosunku do rodziców na tworzenie przez nas zwi±zków mi³osnych?

 

Pocz±tek ¿ycia zarówno ch³opca jak i dziewczynki pozostaje pod wyra¼nym wp³ywem matki. Nawet wspó³cze¶nie, gdy role wychowawcze ojca i matki czêsto siê „u¶redniaj±”; tatusiowie k±pi±, wyprowadzaj± na spacerki, a mamy dzia³aj± w biznesie- nawet wówczas ta pierwsza, g³êboka relacja z jedn± osob± – matk± – jest baz± kontaktu z lud¼mi na ca³e ¿ycie. W ¿yciu ch³opca nastêpuje moment, gdy powinien on wychodziæ spod wp³ywów matki i przej¶æ pod skrzyd³a ojca. Je¶li tego nie uczyni – poniewa¿ ojciec jest nieobecny lub matka jest niechêtna takiemu procesowi uwa¿aj±c ojca za niew³a¶ciwego – wówczas ch³opak nie zbuduje swojej mêsko¶ci, pozostanie w „orbicie” kobieco¶ci. Jak funkcjonuje taki mê¿czyzna? Na pierwszy rzut oka dla wielu kobiet to idea³ – zwykle czu³y (do pewnego momentu…), wra¿liwy, rozumiej±cy kobiety,  wie jak zadowoliæ kobietê, wiêc sprawdzi siê jako cudowny kochanek. Mê¿czyzna taki potrzebuje kobiety, podobnie jak ma³y ch³opiec potrzebuje matki. Szuka wiêc kobiet sprawiaj±cych wra¿enie silnych, a takich w dzisiejszych czasach nie brakuje. Potrzebuje kobiety, ale nie mo¿e jej szanowaæ,  z ca³± jej kobiec± odmienno¶ci±. On po prostu tej kobiecej odmienno¶ci „nie czuje”, bo sam jest niejako kobiecy. Jednoczesne przyci±ganie do kobiet idzie u niego w parze z chêci± ucieczki, bo intuicyjnie wie czym grozi pozostanie „pod skrzyd³ami mamusi”. Problem w tym, ¿e nie wie, gdzie ma uciec, w efekcie czêsto ucieka do kolejnej kochanki… Dawniej istnia³y rozmaite rytua³y inicjacyjne u³atwiaj±ce mê¿czy¼nie ruch w kierunku tego, co mêskie. Dzi¶ pozostaje pos³uchanie Hellingera – by nauczyæ siê byæ mê¿czyzn± trzeba psychicznie zbli¿yæ siê do w³asnego ojca, uznaæ, ¿e to „ok. facet” i czerpaæ z niego pe³nymi gar¶ciami. Wed³ug Hellingera – mê¿czyzna tylko rezygnuj±c z tego, co w nim kobiece mo¿e nawi±zaæ trwa³± relacjê z kobiet±. Przyjmuje on wówczas kobietê jako dar i ma dla tego daru i dla kobiety szacunek.

 

A jak sprawa wygl±da z dziewczynkami?

Hellinger bliski jest Freudowi mówi±c, ¿e dziewczynki pocz±tkowo podobnie jak ch³opcy s± w przestrzeni wp³ywu matki, jednocze¶nie odczuwaj± fascynacjê mêsko¶ci±, któr± prezentuje ojciec. Je¿eli córka pozostanie pod urokiem swojego ojca, wówczas bêdzie funkcjonowa³a jako „córeczka tatusia”, dobrze bêdzie czu³a siê jako kochanka, ale nie jako kobieta. By staæ siê kobiet±, dziewczyna musi ponownie zwróciæ siê ku swojej matce, niejako „pochyliæ g³owê” przed matk± – wówczas bêdzie szanowa³a to co kobiece, a jednocze¶nie bêdzie szuka³a mê¿czyzny jako swojego „dope³nienia”.

 

Po¿egnanie ksiêcia i ksiê¿niczki czyli zakochanie jest ¶lepe, mi³o¶æ ma otwarte oczy…

 

Paradoksalnie powrót kobiety do matki i mê¿czyzny do ojca otwiera nam bramê do stania siê dojrza³ymi partnerami. By byæ dojrza³ym, najpierw trzeba siê poczuæ dzieckiem. Niby to proste i banalne, ale ilu¿ z nas czuje siê lepszymi od swoich rodziców? Ilu z nas pomiesza³y siê role i zatracili¶my poczucie „kto w tym uk³adzie jest m±drzejszy i wiêkszy”? Ilu z nas ci±gle mniej lub bardziej ¶wiadomie niesie dzieciêc± potrzebê by „uratowaæ” swoich rodziców, bo na przyk³ad byli smutni lub chcieli odej¶æ? W ten sposób równie¿ stawiamy siê ponad nimi, zamykamy siê  na strumieñ p³yn±cy od rodziców. „Rzeka nigdy nie p³ynie pod górê” mówi Hellinger. Rodzice daj±, a dzieci bior±. Nieporz±dek wkrada siê, gdy dzieje siê na odwrót.

Dla uczestników warsztatów hellingerowskich zaskakuj±c± ulg± jest powrót na dobre dla nich miejsce w rodzinie – poczucie siê w pe³ni córk± swojej matki, i synem swojego ojca. Dopiero z takiego punktu czuj±, ¿e mog± ruszyæ „na spotkanie mi³o¶ci”.

Co ciekawe  - nie trzeba wówczas szukaæ ksiêcia i ksiê¿niczki z bajki. „Tylko ty jedyny…” – s³ychaæ w romantycznych piosenkach i wierszach. Z tym ¶piewem na ustach „mamisynkowie” i „córeczki tatusia” nieustannie poszukuj± idea³ów, którzy wreszcie zaspokoiliby ich dzieciêce marzenie o totalnym ukojeniu. Dojrzali kobieta i mê¿czyzna wiedz±, ¿e partner nie musi byæ idealny. Nie jest po to, by spe³niaæ dzieciêce marzenia o arkadii. Patrz± na partnera z wszystkimi jego zaletami, wadami i uwarunkowaniami. Gdy wychodzi siê z postawy szacunku wobec tego, co w drugim cz³owieku inne, wówczas okazuje siê ¿e tak naprawdê ka¿dy jest „wystarczaj±co dobry”…

Hellinger mówi o mi³o¶ci od pierwszego i drugiego wejrzenia. Pierwsza jest fascynacj±, powrotem do uczucia dziecka znajduj±cego pe³niê zaspokojenia przy piersi i u boku matki. Wszyscy zakochuj±c siê mylimy obiekt naszych uczuæ z matk± – twierdzi Hellinger. Wierzymy, ¿e wreszcie znalaz³ siê kto¶ kto nas uszczê¶liwi. Gdy ju¿ zorientujemy siê, ¿e to niemo¿liwe… wówczas mamy szansê na mi³o¶æ od drugiego wejrzenia. Mo¿emy teraz pokochaæ nie idea³, ale konkretnego cz³owieka. Ta mi³o¶æ mo¿e trwaæ i rozwijaæ siê.

 

Równowaga w zwi±zku czyli balans na cienkiej linie…

Etap zakochania mamy ju¿ za sob±, nadal szukaj±c odpowiedzi na pytanie „co czyni mi³o¶æ szczê¶liw±” dochodzimy do tematu potrzebnej równowagi. W czym pomiêdzy mê¿czyzn± i kobiet± musi byæ zachowana równowaga, by mogli stworzyæ udany zwi±zek?

Po pierwsze w dawaniu i braniu. By zwi±zek by³ udany muszê zarówno dawaæ jak i braæ. Ruch ten dotyczy rozmaitych sfer ¿ycia; materialnej i emocjonalnej. Wyobra¼my sobie partnera inwestuj±cego w rozwój swojej „drugiej po³owy” – na przyk³ad w postaci finansowania wykszta³cenia. Je¿eli finansowany partner w jakiej¶ formie nie odda wspó³partnerowi w³o¿onego w siebie nak³adu, wówczas bêdzie czu³ obci±¿enie tym co dosta³. Ten ciê¿ar mo¿e byæ na tyle dotkliwy, ¿e obdarowany bêdzie chcia³ odej¶æ.

Inna sytuacja dotyczy oczekiwañ stoj±cych za romantycznymi wyznaniami „bez ciebie nie mogê ¿yæ”, „je¶li odejdziesz, moje ¿ycie straci sens…”. Pocz±tkowo takie zdania mi³o ³echc± ego, z czasem staj± siê obci±¿eniem nie do zniesienia. Bo któ¿ mo¿e drugiemu daæ sens ¿ycia? Jest to zadanie dla rodziców ma³ego dziecka; to oni maj± daæ poczucie bezpieczeñstwa, sensowno¶ci istnienia na ¶wiecie i nadziei. Oczekiwanie zaspokojenia tych potrzeb w partnerstwie jest nieadekwatne. Partner, na którego barki z³o¿y siê tak wiele,  prawdopodobnie po jakim¶ czasie „odmówi wspó³pracy”.

Podobnie równowaga potrzebna jest w ¿yciu seksualnym pary; trudno jest utrzymaæ zwi±zek, w  którym po¿±danie le¿y tylko lub g³ównie po stronie jednego z partnerów. Musi on wówczas „prosiæ”, jest na s³abszej pozycji, a drugi mo¿e go zawsze odrzuciæ nie ponosz±c ryzyka.

Dynamika dawania i brania dotyczy równie¿ wyrz±dzonych krzywd. Je¿eli w partnerstwie doznali¶my jakiego¶ zranienia, na przyk³ad partner nas zdradzi³, zrobi³ jakich¶ ruch wymierzony przeciwko nam, wówczas aby przywróciæ spokój, my równie¿ powinni¶my wyrz±dziæ mu jaki¶ rodzaj krzywdy. Wielu to oburza. A gdzie nadstawianie drugiego policzka? Gdzie wybaczanie? Wed³ug Hellingera wybaczaj±c stawiam siê na pozycji „ponad” tym, któremu „odpuszczam winy”. Jestem wówczas silniejszy i dominuj±cy, co czêsto tylko wype³nia cyrkularn±  dynamikê kata i ofiary. Tymczasem ka¿dy musi swoj± odpowiedzialno¶æ ponie¶æ sam. Pro¶ba „wybacz mi” jest  prób± „pój¶cia na skróty”. Wybaczenie nic nie za³atwia, daje tylko pozory spokoju. To, co mo¿na zrobiæ to powiedzieæ z g³êbi serca „przykro mi, ¿e tak siê sta³o”. I pozwoliæ, ¿eby partner równie¿ mia³ prawo do swojej „ma³ej zemsty” za doznane przykro¶ci. Wówczas ma szansê nast±piæ równowaga.       

Hellinger bardzo piêknie i prosto opisa³ dynamikê dobrego dawania i brania w zwi±zku. Gdy otrzymujê co¶ dobrego, mogê oddaæ odrobinê wiêcej i wówczas zwi±zek siê rozwija. Gdy spotyka mnie co¶ z³ego ze strony partnera, dobrym wyj¶ciem jest oddaæ to z³e, ale w dawce mniejszej. Wówczas dobro siê rozwija, z³o maleje, a szansa na udany zwi±zek znacznie ro¶nie.

Oprócz dawania i brania równowaga potrzebna jest te¿ w innych obszarach. Na przyk³ad, gdy jeden z partnerów próbuje wychowywaæ drugiego, czyli wchodzi w role w³a¶ciw± rodzicom – wówczas zaburza siê harmonia w zwi±zku.

Równowaga potrzeba jest tak¿e w uznaniu wa¿no¶ci rodzin, z których pochodz± partnerzy. Gdy w zwi±zku mówi siê „moja rodzina jest lepsza”, bo bogatsza, m±drzejsza czy maj±ca jak±kolwiek inn± przewagê, wówczas niszczy siê zwi±zek. Para musi po pierwsze uznaæ, ¿e obie rodziny pochodzenia – jak±kolwiek trudn± czy pomieszan± historiê nios± - s± po prostu równie dobre. Po drugie dostrzec wzorce i przekonania wyniesione z domów, a nastêpnie na tej bazie w partnerstwie budowaæ w³asne modele. Czêsto to istna droga przez ciernie; bo czy na wigiliê ma byæ barszcz, czy grzybowa? W koñcu gotujemy zupê rybn± i w niej odnajdujemy w³asny przepis na szczê¶cie.

 

Wiê¼ czyli si³a alkowy.

„Nie mogê uwierzyæ, ¿e moja dawna mi³o¶æ ma takie znaczenie…” mówi zadziwiony Jan patrz±c na ustawienie swojej rodziny. Przyszed³ na warsztaty z powodu k³opotów z dorastaj±c± córk±. Reprezentantka jego córki ci±gle patrzy siê w kierunku reprezentantki pierwszej wielkiej mi³o¶ci Jana, kobiety, z któr± ostatecznie siê rozsta³, a pó¼niej pozna³ swoj± ¿onê. Córka i „pierwsza mi³o¶æ” s± ze sob± nie¶wiadomie zwi±zane. Dlatego córce tak trudno jest odnale¼æ miejsce przy w³asnej matce, a w efekcie swoje miejsce w ¿yciu.

Sk±d taki zadziwiaj±cy obraz?

Hellinger w praktyce ustawieñ odkry³ znaczenie relacji tworz±cej siê miedzy mê¿czyzn± i kobiet± gdy nastêpuje pomiêdzy nimi zbli¿enie seksualne. Nazwa³ j± wiêzi±. W tym sensie ka¿dy akt seksualny jest „wi±¿±cy”, ma on istotne znaczenie dla naszej duszy, a partner seksualny na trwa³e wpisuje siê w nasze ¿ycie. Mo¿emy siê z nim rozstaæ, mo¿emy o nim zapomnieæ,  mo¿emy go nawet znienawidziæ, niemniej na g³êbokim poziomie zawsze pozostaniemy zwi±zani. Ka¿da kolejna wiê¼ ma s³absz± si³ê, ta „która¶ z kolei” nigdy nie bêdzie mia³a mocy pierwszej, co nie znaczy, ¿e mi³o¶æ w kolejnym zwi±zku nie mo¿e byæ g³êbsza i dojrzalsza. Chodzi to o pewien rodzaj biologiczno- duchowego powi±zania, które w swojej istocie przekracza nawet nasze zdolno¶ci pojmowania. 

St±d tak istotne jest zrobienie „porz±dku” w naszych sercach z poprzednimi zwi±zkami.

W swoim ustawieniu Jan ze ³zami w oczach patrzy³ na reprezentantkê Zofii, swojej pierwszej mi³o¶ci, potem powoli wypowiedzia³ s³owa „szkoda, ¿e nam siê nie uda³o”, po chwili doda³ „biorê czê¶æ mojej odpowiedzialno¶ci za to, ¿e nam nie wysz³o, twoj± pozostawiam przy tobie”. Teraz móg³ popatrzeæ na reprezentantkê swojej aktualnej ¿ony, mia³ poczucie, jakby zobaczy³ j± pierwszy raz w ¿yciu, jakby jej obraz wcze¶niej by³ przys³oniêty przez nie za³atwion± histori±. „Dziêkuje, ¿e czeka³a¶” powiedzia³ z mi³o¶ci± do ¿ony. Teraz wreszcie by³ w pe³ni obecny, a ich córka Karolina mog³a znale¼æ dobre miejsce obok swoich rodziców.

 

Jab³ka pod jab³oni±.

Czy Karolina mia³aby szansê na udany zwi±zek, gdyby jej ojciec nie zrobi³ „porz±dku” w swoich spawach sercowych. Prawdopodobnie bêd±c g³êboko zwi±zan± z pierwsz± mi³o¶ci± ojca chêtnie wybiera³aby role nieszczê¶liwych kochanek. Karolina gdzie¶ w g³êbi serca czu³a blisko¶æ z Zofi±, choæ nigdy jej nie pozna³a, widzia³a tylko jakie¶ ukrywane na dnie albumu zdjêcie, od babci us³ysza³a kilka informacji. Temat nale¿a³ do tabu. Takie wi±¿± nas najbardziej.    

Ustawienia pozwalaj± rozwik³aæ pogmatwane losy. Pokazuj± czyje historie osób w rodzinie d¼wigamy i z kim jeste¶my nie¶wiadomie zwi±zani; z dziadkiem, który zgin±³ na wojnie, z wcze¶nie zmar³ym dzieckiem lub z cioci±, która jako ¯ydówka nigdy nie odnalaz³a swojego miejsca w rodzinie. Ile osób, tyle historii. Jeste¶my dzieæmi naszych rodzin i ca³kowicie nie¶wiadomie z mi³o¶ci do naszych najbli¿szych chcemy „ratowaæ” i „naprawiaæ” to, co by³o trudne. Powtarza siê prawid³owo¶æ dotycz±ca „recepty na szczê¶cie” - ¿yæ swoim ¿yciem i stworzyæ udany zwi±zek mo¿emy zajmuj±c przynale¿ne nam, w³asne miejsce w rodzinie. By je uzyskaæ musimy po¿egnaæ siê w naszym sercu z  przodkami, przestaæ „d¼wigaæ ich los”, a tym samym mieæ dla nich prawdziwy szacunek.

Wtedy mo¿emy ¿yæ „pe³ni± ¿ycia”. Wybór nale¿y do nas….

                                                                                                       Agnieszka G±sierkiewicz

 

artyku³ opublikowany w cyklu trzech artyku³ów w miesiêczniku SZAMAN, nr.11.2009, 12.2009, 01.2010

 

 
nastêpny artyku³ »
© 2010 Ustawienia Hellingerowskie
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.