arrow  
 
Menu główne
Do posłuchania
Logowanie

 

 

Forum Salonu Hellingerowskiego

 
wojtek
 
Bert Hellinger a duchowość - 2007/05/10 04:04
Bert Hellinger ma bardzo ciekawe i oryginalne podejście do duchowości. W swoich wykładach, opowieściach i krótkich historyjkach przemyca głębokie wglądy i prezentuje je w prosty, często zabawny sposób. Oto jedna z takich historii. Pochodzi ona z książki pt: "Sumienie miał czyste" autorstwa Berta Hellingera tłumaczonej przez Zenona Mazurczaka:

Grupa osób pokrewnych duchem, którym się wydawało, że sa
początkujące, spotkała się, żeby omówić plany na lepszą przyszłość. Wszyscy
byli jednomyślni: zrobią to inaczej. Zwyczajność, codzienność i ten
wieczny kołowrót wydały im się zbyt ciasne. Szukali czegoś wyjątkowego,
rozległego i mieli nadzieję odnaleźć siebie, jak jeszcze nikt przed nimi. W
duchu widzieli się już u celu, imaginowali sobie jak to będzie, i
postanowili działać. "Przede wszystkim - powiedzieli - musimy poszukać wielkiego
mistrza, bo od tego trzeba zacząć". Udali się w drogę.

Mistrz żył w innym kraju i należał do obcego narodu. Opowiadano o nim
wiele niezwykłych rzeczy, choć nikt nie wiedział niczego dokładnie. Od
zwyczajności uciekli szybko, gdyż tu wszystko było inne: obyczaje, krajobraz,
język, drogi i cel. Czasem przychodzili do miejscowości, o której
mówiono, że jest tam mistrz. Jednak gdy chcieli się dowiedzieć czegoś bliżej,
słyszeli, że właśnie pozedł dalej i nikt nie wiedział, dokąd się
udał. Aż któregoś dnia jednak go znaleźli.

Mistrz był na polu u chłopa. Tak zarabiał na swoje utrzymanie i dach nad
głową. Zrazu nie chcieli wierzyć, że to on jest tym wytęsknionym
mistrzem. Także chłop się dziwił, dlaczego uważają tego człowieka, który
pracuje u niego na polu, za kogoś szczególnego. Ale ów człowiek powiedział:
"Tak, jestem mistrzem. Jeśli chcecie się ode mnie uczyć, zostańcie tu
przez tydzień, wtedy was pouczę."

Kompani najęli się do pracy u tego samego chłopa. Dostali jedzenie, picie
i nocleg. Ósmego dnia, kiedy zrobiło się już ciemno, mistrz zawołał
ich do siebie, usiadł z nimi pod drzewem, popatrzył chwilę na wieczorne
niebo i opowiedział im pewną historię.

"Dawno temu pewnien młody człowiek zastanawiał się, co chce zrobić ze
swoim życiem. Pochodził ze znakomitej rodziny, był wolny od biedy i czuł
się stworzony do wyższych i lepszych rzeczy. Opuścił ojca i matkęi
przyłączył się na trzy lata do ascetów. Ich także opuścił. Odnalazł potem
samego Buddę i wiedział, że to też mu nie wystarczy. Dążył jeszcze
wyżej, aż tam gdzie powietrze robi się rzadkie i trudno oddychać: gdzie
przed nim nikt nigdy nie był. Gdy tam dotarł, zatrzymał się. To był koniec
drogi. Zobaczył wówczas, że była to droga na manowce.

Teraz chciał podążyć w innym kierunku. Zszedł na dół, przybył do
miasta, posiadł najpiękniejszą kurtyzanę, został wspólnikiem bogatego
kupca. Wkrótce stał się zamożnym, szanowanym człowiekiem.

Ale nie zstąpił całkiem do doliny. Zatrzymał się tylko na jej górnej
krawędzi. Do pełnego zaangażowania zabrakło mu odwagi. Miał kochankę,
ale nie żonę, miał syna, ale nie był ojcem. Nauczył się sztuki kochania i
sztuki życia, jednak nie nauczył się miłości i życia. Zaczynał
lekceważyć to, czego nie przyjął, aż mu w końcu wszystko obrzydło, i to
także opuścił".

Tu mistrz zrobił przerwę: " Być może znacie tę historię. I wiecie
też, jak się skończyła. Mówią, że człowiek ten stał się w końcu
pokorny i mądry i oddał się zwykłym sprawom. Jednak cóż z tego, skoro
wcześniej tak wiele przegapił. Kto ufa życiu, nie wypatruje gdzieś daleko tego,
co jest za rogiem. Najpierw troszczy się o zwykłe sprawy. W przeciwnym
razie także jego niezwykłość - przy założeniu, że w ogóle istnieje - jest
tylko jak kapelusz na strachu na wróble".

Zrobiło się cicho. Mistrz także milczał. Potem wstał bez słowa i
odszedł.

Nazajutrz już go nie było. Jeszcze w nocy udał się znów w drogę, nie
mówiąc nikomu dokąd.

Teraz kompani znów byli zdani na siebie. niektózy nie chcieli uwierzyć,
że mistrz ich opuścił. Wyruszyli, aby go raz jeszcze odnaleźć. Inni nie
potrafili już odróżnić swoich życzeń od lęków, i bez zastanowienia
szli byle jaką drogą.

Jeden z nich jednak się opamiętał. Poszedł raz jeszcze pod drzewo,
usiadł tam i patrzył w dal, aż poczuł wewnętrzny spokój. Wszystko to, co mu
dokuczało rozłożył przed sobą jak ktoś, kto po długim marszu odstawia
plecak, żeby odpocząć. Poczuł się lekki i wolny.

Oto stały przed nim: jego życzenia - lęki - cele - rzeczywiste potrzeby.
Nie przyglądał się im bliżej. Nie chciał niczego określonego. Raczej
jak ktoś, kto powierza się nieznanemu - czekał, żeby coś wydarzyło się
samo z siebie, żeby wszystko ułożyło się na swoim miejscu, stosownie do
wagi i rangi.

Niebawem wokół niego zaczęło się przerzedzać, jakby coś próbowało
się ulotnić niczym zdemaskowany złodziej. I nagle zrozumiał, że to, co
uważał za swoje własne życzenia, swoje własne lęki, swoje własne cele,
nigdy do niego nie należało. Wszystko to przyplątało się, Bóg wie skąd,
i zadomowiło u niego, przyszło skądś i zagnieździło się - jednak czas
tego minął.

W tym co przed nim pozostało, pojawił się ruch. Wracało do niego tylko
to, co było na prawdę jego i stawało na właściwym miejscu. Siła
zaczęła się skupiać w jego centrum i wtedy rozpoznał swój własny, sobie
właściwy cel. Troszkę jeszcze poczekał, żeby nabrać pewności. Potem wstał i
odszedł.
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.

avatar agnieszka
Admin
 
O:Bert Hellinger a duchowość - 2007/06/23 22:46
Przeglądałam teraz "O życiu" Hellingera, skojarzyło mi się z tym forum więc dopisuję:

"SKRYTOść

Czasami za religię uchodzi obraz Boga,
który stworzyło strachliwe serce
z obawy o swoje życie.
[...}

Mity mamią jasnością tam, gdzie zalega ciemność,
i mrokiem tam, gdzie wszystko jest otwarte przed tym,
kto patrzy.

Obrazy, które działają są ciemne.

Jasne obrazy i mity są
częścią ciemności ducha,
którą bohater przezwycięża na swej drodze,
żeby nie stracić głowy.

Wielkich tajemnic nie trzeba chronić
- chronią się same.

Teologia próbuje odkryć tajemnicę
i robi z niej rzecz.
Tak samo czasami postępuje
nauka z przyrodą,
a psychologia z duszą.

Wyjawiona tajemnica mści się.

Czasami ostatnim słowem jest milczenie."
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.

Wit
Junior Boarder
 
O:Bert Hellinger a duchowość - 2008/01/14 00:50
BH ma dla mnie tak naturalne podejście do tego co robi...,że jest najlepszym komentarzem do książek, które kiedyś czytałem - autora w tej chwili nie pamiętam - tylko tytuły: "Recepta Petera" i "Plan Petera". Komentarzem w sensie: "Jak to się robi w praktyce"!
Chodzi o osiąganie własnego stopnia kompetencji oraz czynienie, każdego dnia, czegoś co zwykle robimy na wakacjach - tyle pamiętam w sensie uogólnienia " a o czym te książki są?".
Druga ważna sprawa to "zabawowe" podejścia do własnego warsztatu pracy = czymkolwiek się zajmujesz.
Komentarzem będzie cytat ze stronki poświęconej Original Play, a poświęconej metodzie pracy z ludźmi mającej za podstawę zabawę, BH zaprosił twórcę metody na jeden ze swoich warsztatów.
cytat: "Zabawa jest naturalną , dobrowolną i bezinteresowną aktywnością dziecka, w której znajduje ono radość.
Ma ogromne znaczenie dla wszechstronnego rozwoju dziecka. Dzieci uczą się podczas zabawy. Co najważniejsze, podczas zabawy dzieci uczą się, jak się uczyć.
Zabawa jest optymalną relacją interpersonalną dla uczenia się. W zabawie dzieci przyswajają sobie podstawowe uczucia, wartości i umiejętności efektywnego przyjmowania zmian oraz adaptowania się do warunków zmieniającego się świata."
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.

© 2008 Ustawienia Hellingerowskie
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.