start arrow artykuły arrow listopadowe refleksje  
 
Menu główne
start
kalendarium
terapeuci
o ustawieniach
artykuły
inspiracje
do posłuchania
zaprzyjaźnione
Facebook





 

 
listopadowe refleksje

cemetary_love_collection.jpgListopadowe refleksje;

czy zmarli wpływają na nasze życie?

Można wyobrazić sobie skalę naszego powiązania z życiem i śmiercią; niech będzie to skala od -10 (śmierć) do +10 (życie). Niektórzy z nas patrzą ma życie, cieszą się nim, biorą  pełnymi garściami – ci na skali byliby w okolicach +10, inni nie mają pełnej odwagi by  czerpać z życia, żyją owszem, ale jakby „na pół gwizdka” – na naszej skali mieściliby się w okolicach +3, +4, są też tacy, którzy „stoją w rozkroku”, ich miejsce na skali byłoby w okolicach 0;  częściowo uczestniczą w życiu, ale też często odpływają  w coś rodzaju niebytu, czyniąc to w rozmaity sposób; świadomie się odcinają od świata lub nieświadomie popadają w nałogi, chorują, cierpią.  Widać też wokół nas osoby, które fizycznie żyją, natomiast duchem przebywają bliżej śmierci. Wydaje się, że pewna tendencja jest tu stała, choć oczywiście człowiek się zmienia, szczególnie gdy tego chce…

Niezależnie od naszego miejsca na wspomnianej skali, w listopadzie wszyscy kierujemy spojrzenie ku przemijaniu i ku zmarłym. Do funeralnych refleksji nastraja nas naturalny rytm przyrody, zamieranie natury, opadające liście, szara aura w smugach deszczu. Jednocześnie powoli wkracza do naszej kultury swoisty karnawał śmierci, sklepy pełne są świecących w ciemności kościotrupów i masek wampirów.  Jak każdy karnawał i rytuał ma on swój sens; oswaja nas z tym, co trudne do świadomego zaakceptowania. Zobaczymy, czy w Polsce przyjmie się ta zabawowa forma „obcowania” ze śmiercią, póki co w naszym kraju wolimy być wobec tego tematu bardziej serio – zdecydowanie większym społecznie uznaniem cieszą się zakupy zniczy i kwiatów na groby. Pierwszego listopada odwiedzamy zmarłych przynosząc im „dary”. Jaki jest tego cel? Czy zmarli potrzebują czegoś od nas? Czy może my chcemy dostać coś od nich?

Przechadzając się cmentarnymi alejkami większość z nas nie zagłębia się w analizę zagadek bytu, tylko dba o to, by grób jego rodziny wyglądał nie mniej zacnie od sąsiadujących mogił, by znicze paliły się jak należy i by zdążyć objechać kilka cmentarzy.

Są też tacy dla których cmentarz ma szczególne znaczenie, znajdują tu oni swój spokój i ukojenie. Tak, jakby cmentarz był ich domem. Jadwiga straciła swojego jedynego syna, chłopiec zmarł w wieku 3 lat, nie udało się go odratować z ciężkiego zapalenia płuc. Po śmierci dziecka rozpadło się też jej małżeństwo. Związek nie wytrzymał wielkiego żalu, pretensji, szukania winnego  … bo przecież gdyby się wezwało lepszego lekarza, bo gdyby…I choć wydarzyło się to ponad 40 lat temu Jadwiga na cmentarzu jest przynajmniej dwa razy w tygodniu, przychodzi ze świeżymi kwiatami, siada na ławeczce i czuje że to jest jej miejsce na ziemi.

Jadwigę zrozumiałby pewnie młodszy od niej o 30 lat Łukasz, przystojny krakowski lekarz. Wielu zdziwiła by informacja, że młody mężczyzna najlepiej czuje się chodząc po ulicach krakowskiego Kazimierza i wyobrażając sobie jego niegdysiejszych mieszkańców, a drugim miejscem, gdzie lubi przebywać jest teren obozu pracy w Płaszowie, tam, gdzie kręcono listę Schindlera i gdzie zginęło wiele tysięcy Żydów. Łukasz siada tam i może tak trwać długo w łączności z kimś…, z czymś…. co jest mu najbliższe na świecie.  Sam nie wie co to jest. Nie rozumie swojego zachowania, nie wie skąd się wzięło, nie jest Żydem, a jednak tak bardzo ciągnie go do zmarłych, szczególnie do Żydów…   

My i „Druga Strona Życia”.

Każdy z nas ma świadomość swojej postawy wobec zmarłych. Mówimy na przykład „czuję nieraz obecność i wsparcie mojej zmarłej babci” lub „nie lubię chodzić na cmentarz, to jest miejsce, którego unikam”. Świadomość jest ważna, natomiast zdecydowanie większą siłę oddziaływania ma na nas ruch odbywający się na dnie naszej duszy, w tych obszarach, do których zwykle nie mamy dostępu za pomocą rozumu. W tych głębokich psychiczno -duchowych pokładach mieści się nasze połączenie ze zmarłymi. Świadomie zwykle go nie rejestrujemy, możemy natomiast odczuwać jako brak chęci do życia, jako towarzyszący nam niezrozumiały smutek lub lęk, niekiedy złość. Często takie powiązanie objawia się jako choroba ciała lub psychiki.

Pracując jako psychoterapeuta wciąż ze zdumieniem odkrywam jak wiele ludzkich problemów, niemożności, trudności w relacjach z innymi ludźmi, dolegliwości somatycznych i psychicznych ma swoje źródło w naszych nieuporządkowanych i zupełnie nieświadomych powiązaniach ze zmarłymi.

Temat relacji ze zmarłymi jest niezwykle subtelny i tak należy się z nim obchodzić. Obserwuję i doświadczam w pracy z klientami w jaki sposób oddziałują na nich relacje ze zmarłymi. Niemniej moim obserwacjom nie przypisuję miana jedynie słusznej wiedzy na temat bytu. Jestem ostrożna wobec tych, którzy twierdzą, że wiedzą „Jak To Jest Naprawdę Po Drugiej Stronie”. Mogę natomiast z pełnym przekonaniem powiedzieć jaki wewnętrzny ruch, jaka postawa wobec zmarłych blokuje ludzi w życiu, a jaka pozwala się życiem cieszyć. Wolno nam zajmować się relacjami ze zmarłymi tylko po to, by wrócić do własnego życia, by je niekiedy pierwszy raz odnaleźć, a pozostawić nienależną nam krainę zmarłych, w którą wplątaliśmy się nieświadomie i w której tkwimy cierpiąc, chorując lub czując się samotnymi. Kroki w pracy dotyczącej zmarłych możemy robić mając cały czas głęboko na uwadze, że to co dzieje się po śmierci jest znacznie większe od nas… jakkolwiek głęboko będziemy rozwinięci duchowo lub przekonani o swojej głębi… przerasta nas to. Tylko pokora i skłonienie głowy przed tym „co po drugiej stronie” pozwala nam się tam zbliżyć. I wolno nam popatrzeć na zmarłych  po to, by uporządkować to, co sami namieszaliśmy. Nic więcej. Terapeuta, który chciałby ingerować i wprowadzać zmiany według własnego pomysłu w tak subtelną przestrzeń podążałby prawdopodobnie za jakimś swoim szalonym uwikłaniem.

Jak tworzą się nasze powiązania ze zmarłymi?

Na czym polega i jak powstaje nieświadome powiązanie ze zmarłym? Z kim ze zmarłych możemy być połączeni?

Na warsztaty z ustawień hellingerowskich przyszła mama z 14 letnią córką Kingą cierpiącą na anoreksję. W pracy tą metodą wybiera się spośród uczestników spotkania reprezentantów osób związanych z klientem, by popatrzeć na obraz tego, co dzieję się z klientem i z jego otoczeniem.  Ustawiłam reprezentantkę córki i reprezentantów rodziców. Matka stała obok córki patrząc na nią z troską, ojciec patrzył na podłogę i chwiał się na nogach, córka podeszła do ojca jakby chciała go podtrzymać. Zapytałam czy ojciec stracił w dzieciństwie kogoś ważnego. Odpowiedź dotyczyła brata bliźniaka, który zmarł przy porodzie. Zaproszony reprezentant brata bliźniaka położył się na ziemi przed ojcem, reprezentantka Kingi w pierwszym odruchu położyła się obok zmarłego wujka tuż pod stopami swojego ojca odgradzając go od brata.

Jaki był cel choroby Kingi, a przynajmniej jedna z istotnych dynamik powodujących anoreksję? Dziewczyna chciała umrzeć by powstrzymać przy życiu ojca. Tak naprawdę to ojciec chciał umrzeć, by być blisko osoby, która przez pierwsze 9 miesięcy życia była dla niego najbliższa. I choć ojciec nigdy nie mówił o zmarłym bracie i być może świadomie nie czuł, że chce umrzeć (był „tylko” depresyjny) córka  intuicyjnie czuła jego potrzebę. Najsilniej łączymy się z tymi zmarłymi, których los był na tyle bolesny, że rodzinie trudno było o nich pamiętać. Wyobraźcie sobie uczucia rodziców, gdy jeden z bliźniaków umiera przy porodzie. Jak połączyć w sercu największą radość z przyjścia na świat dziecka z jednoczesnym najboleśniejszym doświadczeniem utraty dziecka? Rozdarte serce chce wtedy pęknąć. W tak bolesnych sytuacjach radzimy sobie często bądź poprzez idealizację zmarłego bądź poprzez zapomnienie o nim. Oba procesy są wykluczeniem zmarłego jako człowieka.  Są to wewnętrzne ruchy, które zwykle nie przedostają się  do naszego świadomego rozumu. Regułą staje się, że osoby w kolejnych pokoleniach czują bliskość, zwykle nieuświadomioną, z odtrąconymi zmarłymi. Tak jakby przypominali rodzinie o odrzuconych. Kinga chorując pokazywała na zmarłego wujka, o którym w rodzinie zapomniano. Robiła to dla ojca mówiąc w duchu: „kochany tato, lepiej ja umrę niż ty”. Tak wielka jest miłość dzieci. I tak magiczna. Wierzą, że w ten sposób uratują dorosłych. Kinga w swoim sercu była połączona zarówno z ojcem, jak i z jego zmarłym bratem.    

W naszym sercu łączymy się ze zmarłymi bliskimi, których nam po ich śmierci bardzo brakowało. Takie połączenie jest dla nas oczywiste, rozumiemy, że, gdy jeden z małżonków umrze, drugi chce pójść w jego ślady. Natomiast nie jest już oczywiste, gdy w duszy jesteśmy związani ze zmarłą ciocią czy pradziadkiem, którego nigdy nie znaliśmy, a nawet niewiele o nim słyszeliśmy. Dla wielu jest to szokujące odkrycie.

Nasza dusza może być połączona  z przodkami, którym z różnych względów było ciężko. Dotyczy to głównie członków naszej rodziny; naszych rodziców, ich rodzeństwa, dziadków i ich rodzeństwa, niekiedy kogoś z pokolenia nawet głęboko sięgającego w przeszłość. Nasza dusza może być blisko tych, którzy mieli trudny los; zmarli przedwcześnie, zginęli tragicznie, ciężko chorowali, zostali odrzuceni przez rodzinę.

Niekiedy jesteśmy w nieświadomej relacji z osobami nie należącymi do naszej rodziny, ale połączonymi z naszymi przodkami poprzez istotne wydarzenie, wspólny los, szczególnie gdy dotyczył on kwestii najistotniejszych czyli życia i śmierci. Tak stało się w przypadku wspomnianego wcześniej Łukasza. Praca terapeutyczna pokazała jego głębokie powiązanie ze zmarłym tragicznie dzieckiem. Okazało się, że dziadkowie Łukasza w czasie wojny mieli sąsiadów Żydów. Młode Żydowskie małżeństwo świadome zagrożenia prosiło, by przyjęli do siebie ich kilkuletniego synka, dziadkowie odmówili, choć chłopczyk był im bliski. Cała Żydowska rodzina zginęła. Wspólny większy los połączył na poziomie duszy rodzinę Łukasza ze zmarłymi Żydami. Połączenie jest tym silniejsze im bardziej ukryte. W rodzinie nie wspominało się tamtego czasu. Łukasz o historii dowiedział się przypadkowo od znajomej babci.

Nasza dusza ma swoją logikę i swoje zasady. Nie kieruje się tylko tym, co mieści się w świadomej pamięci. W duszy nic nie ginie, pozostaje w niej zarówno to co dotyczy naszej historii osobistej, jak i to, co mieści się w losie naszej rodziny. Jeżeli jakiś temat został zablokowany u naszych przodków, my jako potomkowie czujemy nieświadomy imperatyw by się tym zająć.  Łukasz w swoim głębokim wnętrzu podążał za zdaniem „Kochani dziadkowie, ja to poniosę za was, ja tam będę patrzył, ja odpokutuję, ja położę się obok tych, którzy zmarli”. Czy to jest właściwe zdanie i właściwe miejsce dla młodego mężczyzny? Na pewno nie. I nie jest jego zadaniem zajmować się sprawami dotyczącymi odpowiedzialności i losu jego dziadków. Młody człowiek miesza się w ten sposób w nieswoje sprawy. Co nim kieruje? Robi to z miłości do dziadków. Z szalonej miłości dziecka, które magicznie wierzy, że jeżeli ono będzie cierpiało, wówczas tym, których kocha będzie lżej.

Jak powrócić do własnego życia?

Czy pomoże Łukaszowi powrócić do życia? Co pomoże Kindze wyjść z anoreksji? Co pozwoliłoby Jadwidze znaleźć dla siebie szczęśliwe miejsce, również poza cmentarną ławeczką?

Zmarli nie potrzebują gdy przy nich długo tkwimy. Potrzebują spojrzenia z miłością, z szacunkiem i pozostawienia w spokoju.

Na warsztatach Łukasz głęboko skłonił się przed reprezentantami i losem zmarłych Żydów. Skłonił się przed losem swoich dziadków i ich odpowiedzialność, którą bezprawnie wziął, zostawił przy nich. Zrobił to z miłością wobec nich. Reprezentanci dziadków i zmarłych Żydów patrzyli na niego przyjaźnie. Odetchnęli jeszcze głębiej i spokojnie zamknęli oczy, gdy Łukasz odwrócił się od nich i stanął skierowany wobec własnego życia.

 

Praca z ustawieniami hellingerowskimi pokazuje, że reprezentanci zmarłych stają się spokojni, gdy żywi zostawią ich w spokoju  z miłością i szacunkiem, a sami zajmą się swoimi sprawami. Wtedy zmarli mogą naprawdę odejść. Pewnie racje miał Gabriel Garcia Marquez  pisząc w Trzeciej rezygnacji: „Bowiem zmarły może być szczęśliwy, o ile jest już nieodwoływalnie umarły”. Być może zmarły jest szczęśliwy, gdy my go już nie przywołujemy…, gdy opuścimy naszą ławkę na cmentarzu…

Kinga popatrzyła ze łzami w oczach na ojca, powiedziała „robiłam to dla Ciebie z miłości kochany tato…”. Często uważamy, że choroba jest czymś złym, ma negatywne korzenie, używa się wobec niej militarnego języka; chorobę się zwalcza, pozbywa się jej, zabija się chore komórki. Tymczasem, gdy odkryje się, że za chorobą stoi dynamika miłości, że choruje się, by ktoś w systemie został dostrzeżony lub by kogoś uratować, wówczas choroba po prostu przestaje pełnić swoją rolę i może odejść. Choroba bardzo często jest jak peryskop nakierowany na tego, który nie był widoczny w rodzinie. I zwykle jest to zmarły. Za pomocą chorób, zarówno duszy, jak i ciała często łączymy się ze zmarłymi.

Reprezentant ojca Kingi położył się koło reprezentanta zmarłego brata, chwilę poleżeli przytuleni, tak jak leżą w łonie matki dwa bliźniaki. Potem ojciec powoli wstał. Popatrzył na żonę. Popatrzył na córkę. Jego wzrok miał w sobie zdanie „właściwie teraz dopiero pierwszy raz was widzę…”. Powiedział do nich :”teraz pozostanę… tyle ile będzie mi dane”. Kinga odetchnęła, mogła już stać spokojnie, już nic nie musiała robić dla ojca, mogła nareszcie czuć się jak dziecko przy swoich rodzicach

ćwiczenie wewnętrzne dla tych, których ciągnie do zmarłych.

Gdy ktoś, tak jak ojciec Kingi, w głębi duszy czuje, że jego serce, jego miłość jest bardziej przy zmarłych niż przy żyjących, wówczas taka osoba nie jest w stanie siłą woli odrzucić swojego pragnienia odejścia. Ciągnie ją miłość, a czy można rozumem przeciwstawić się miłości? Tylko uznanie tej miłości i danie jej miejsca w sercu jest rozwiązaniem. Zwykle taka osoba jest w silnym wahadłowym ruchu pomiędzy „chcę odejść” a „nie powinienem odchodzić”.

Jedynym dobrym rozwiązaniem jest pozwolenie sobie wewnętrznie na poddanie się potrzebie i pójście do zmarłych. Nie dosłownie, ale w wyobraźni. Na chwilę.

Jeżeli czujesz, że dotyczy to Ciebie możesz zrobić pewne ćwiczenie wewnętrzne. Zrób je sam lub poproś by ktoś bliski pomógł Ci mówiąc poniższy tekst.

Znajdź chwilę dla siebie i spokojne miejsce. Być może zechcesz zamknąć oczy, poczujesz, że udajesz się do swojego wnętrza… uspokajasz się wewnętrznie, twój oddech jest równy, a ty możesz wyobrazić sobie… że  udajesz się do krainy zmarłych… patrzysz na zmarłych ze swojej rodziny, być może również na osoby spoza rodziny…. na znanych i nieznanych, „dobrych” i „złych”. Niech towarzyszy Ci zdanie „jestem tu tylko na chwilę…”. Rozglądnij się, czy ktoś wzywa Cię szczególnie. Podejdź do tej osoby i być może zechcesz położyć się obok niej i popatrzeć razem z nią na to, na co patrzy. Jeżeli chcesz coś powiedzieć zmarłemu – zrób to. I otwórz się na to, co On chce Ci przekazać – jakieś zdanie, prośbę lub dar.

W pewnym momencie poczujesz, że już wystarczy, że teraz jeszcze nie nadszedł Twój czas, a gdy przyjdzie, wówczas tu się udasz. Skłoń się przed tymi, których zobaczyłeś i z szacunkiem w skłonie wycofaj się.

Odwróć się w przeciwnym kierunku, tak, byś mógł popatrzeć na własne życie, na to, do czego teraz należysz  i co jest przed Tobą. Powróć do swojego wnętrza. Otwórz oczy.

Teraz możesz zostać…. Żeby, to co robili Twoi przodkowie nie poszło na marne, żebyś mógł cieszyć się życiem i przekazywać dalej to, co otrzymałeś.

Czy to nie pięknie odwiedzić pierwszego listopada cmentarz z poczuciem, że mocno trzymamy nasze życie, cieszymy się nim, a jednocześnie jesteśmy razem z naszymi przodkami włączeni w wielki nurt życia?

 

Agnieszka Gąsierkiewicz

artykuł opublikowany w miesięczniku SZAMAN, listopad 2010

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2017 Ustawienia Hellingerowskie
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.
Opieka: crazyIT - strony internetowe Bydgoszcz